wtorek, 29 marca 2011

Catrice UB Fleur de Lis

Mimo mojego początkowego opierania się cienie Catrice z limitowanki Urban Baroque w odcieniu Fleur de Lis wylądowały w moim koszyku. 
Teraz trochę żałuję, bo mogłam jeszcze wziąć cienie Candelabra. Ale za późno się zdecydowałam i gdy wróciłam juz ich nie było.
Zatem do mojej kolekcji LE Urban Baroque dołączyły cienie:)
Opakowanie bardzo mi się podoba. 
Na początku myślałam że to lichy plastik. I tu miłe zaskoczenie. Co prawda to plastik, ale całkiem porządny. Opakowanie jest przezroczyste z charakterystycznym znaczkiem dla tej limitowanki. Zamyka się z kliknięciem. Bardzo fajne opakowanie, dobrze chroni cienie przed uszkodzeniem. Do paletki dołączony jest aplikatorek ale ja go nie używam . Wolę pędzle.

Same cienie są świetne! 
Mają ciekawą, jakby jedwabista konsystencję. Są mięciutkie, łatwo nabiera się je na pędzel, cieniowanie nie sprawia problemów.  Pigmentacja pozytywnie mnie zaskoczyła-jest naprawdę mocna.

Fleur de Lis to zestaw dwóch matowych cieni w kolorze fioletowym. Jaśniejszy to rozbielony lilaróż, ciemniejszy to brudny fiolet z nutką brązu i szarości. Ogólnie ciemniejszy z duetu to trudny do określenia kolor;) 
Co ciekawe cienie mimo naprawde mocnej pigmentacji, są delikatne i ciężko z nimi przesadzić. Dają naturalny efekt.
Bardzo dobrze utrzymują się na bazie KOBO.


Podsumowując: Żałuję, że nie kupiłam jeszcze innej wersji kolorystycznej tych cieni. Natomiast ta, którą mam- Fleur de Lis- oczarowała mnie i jestem nią zachwycona! Jeżeli ktoś jeszcze gdzieś je spotka, to lepiej nie brać przykładu ze mnie i długo się zastanawiać tylko porwać je od razu;)

niedziela, 27 marca 2011

Why don't you love me?

Kiedy zobaczyłam makijaż w teledysku Beyonce Why don't you love me, wiedziałam , że kiedys nadejdzie taka chwila kiedy będę chciała-być może trochę nieudolnie-go odtworzyć.

Najważniejszy akcent makijażu to mocna, czarna kreska.

Moja wersja jest znacznie łagodniejsza od tej, którą Beyonce ma na teledysku.
Myślę że jest to makijaż idealny na imprezę.

Kosmetyki:
baza pod cienie KOBO
cień Starlet
cień Inglot 393
cień Inglot 461
cień Inglot 428
cień z paletki Catrice LE Fleur de Lis
eyeliner Wibo
tusz Maybelline Colosall
czarna kredka Avon Jilian Dempsey

piątek, 25 marca 2011

Rimmel Airy Fairy

Rimmel Airy Fairy to chyba najbardziej znana szminka.

Nie ukrywam-pomadkę Rimmel Airy Fairy kupiłam, bo wszyscy o niej mówili i ją zachwalali. 
Więc pomimo to, że odcień wydawał mi się za różowy dla mnie, stwierdziłam, że zaryzykuję, a że akurat dodatkowo była promocja na te szminki Rimmel Airy Fairy wylądował w koszyku.

I nie żałuję!

Mam wersje tej szminki jeszcze w starym opakowaniu. Nowe, o ile się nie mylę różni się srebrnym wstawkami. Wydaje mi się, że nowe jest ładniejsze od poprzedniego.

Stare opakowanie to nic specjalnego, ot fioletowo-czarny plastik. Bez szału i zachwytów. Niestety, zdarzyło mi się kilka razy, że szminka otwarła mi się sama w torebce. Więc z tego wniosek, że z czasem zamykanie się trochę wyrabia i już tak dobrze nie trzyma.

Szminka ma delikatny i ładny trochę malinowo-budyniowy zapach. Bardzo go lubię. 
Smak szminki nie przeszkadza. Pomadka jest kremowa i dobrze pokrywa usta. Nie zauważyłam wysuszania. 

Trwałość raczej standardowa. Ani nie jest to szminka długotrwała, ani nie daje się tez szybko zjeść;)

Airy Fairy to odcień jasnego różu z delikatnymi złotymi drobinkami. Łatwo i szybko maluję się nią usta. Efekt nie jest może idealnie naturalny, ale jest do niego zbliżony. 
Uwielbiam ten odcień i kiedy Rimmel zmieniał opakowania to przestraszyłam się, że może zmienią też paletę. Na szczęście tak się nie stało-Airy Fairy zmienił tylko ubranko.

Podsumowując: Moim zdaniem Airy Fairy to odcień, który powinien być w każdej kosmetyczce. Jest to szminka, z której najczęściej korzystałam w ostatnim czasie. Chociaż na razie troszkę poszła w odstawkę, bo maluje się recenzowanymi wcześniej pomadkami Catrice, ale na pewno do niej wrócę. Idealnie pasuje do dziennego makijażu.

środa, 23 marca 2011

Kawa z mlekiem

Ostatnio ciągle gdzieś pędzę.
Wrzucam zatem mój dzisiejszy ekspresowy dzienniak w moich ulubionych kolorach kawy z mlekiem.
Niestety, aparat jest chyba trochę obrażony, bo nieco go rozjaśnił.

Kosmetyki:
baza KOBO
Inglot 110 AMC
MAC Brule
KOBO Caffe Latte
Inglot 360 Matte
eyeliner Wibo
tusz Maybelline Colossal

Dopiero na zdjęciach zauważyłam że moja kreska jest nieco postrzepiona-albo mój eyeliner kończy żywot albo to wina moich dziś lekko opuchniętych powiek. Wybaczcie:)

poniedziałek, 21 marca 2011

Catrice Luxury Red

Jednym z wiosenno-letnich trendów w makijazu sa mocne kolory na ustach.

Musze się przyznać, że zawsze byłam małym dzikusem i wydawało mi się że mocne odcienie szminek mdo mnie nie pasują. Ale zawsze mi się ogromnie podobały i od jakiegoś czasu wykorzystuję je w moim makijażu. 

Moja wiosenna szminką będzie na pewno Catrice w odcieniu Luxury Red. 

Opiszę ją pokrótce, bo jest to szminka  z serii Absolute Moisture opisywanej przeze mnie wcześniej w poście o Catrice Gentle Nude. Więc jej właściwości są raczej identyczne.
Opakowanie jest metalowe, zamyka sie z kliknieciem;)
Szminka ma identyczne właściwości jak ta w odcieniu Gentle Nude. Jest bardzo nawilżająca, nie wysusza ust.

Odcien Luxury Red to nie do końca klasyczna czerwień. Jest to raczej strażacka, ostra czerwień-odcień zawdzięcza to malutkiej kropli pomarańczu. 
Szminka jest po prostu przykładem jak powinny być napigmentowane kosmetyki;) Dlatego trzeba uważać przy jej nakładaniu, żeby nie zrobić sobie plamy. Bez konturówki się nie obejdzie. Delikatne dotknięcie tą szminką zostawia mocno czerwona plamkę. Pomadka jest gęsta i bosko kremowa, jedna warstwa szminki wystarczy na efekt bez prześwitów.

Jej trwałość jest niezła.. Co prawda nie testowałam jej na imprezach (a wiadomo jak czerwone szminki lubią się zachowywać kiedy się je i pije...), ale spisuje się dobrze. .

Podsumowując: Wiem, że te szminki są wycofywane z Natur, ale myślę, że warto się w nią zaopatrzyć tej wiosny, może nawet uda się ja upolować po promocyjnej cenie na wyprzedaży;) Moim zdaniem świetnie spisze się w roli głównej wiosennego makijażu.

Tej wiosny chętnie zaopatrzę się jeszcze w inne kolorowe szminki, więc mocny kolor jeszcze na moim blogu zapewne zagości;)

Wrzucam zdjęcia szminki na ustach, zdjęcie z lampa nieco lepiej oddaje jej prawdziwy kolor:


sobota, 19 marca 2011

Vipera Eyeshadow nr 18


Dawno temu, miałam cień Vipery, który wprost uwielbiałam głownie za kolor i konsystencję. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy i podobnie było z tym cieniem. No, może nie to że szybko się skończył, ale nie mogłam go potem nigdzie znaleźć i z biegiem czasu zupełnie o nim zapomniałam. Jednak ostatnio porządkując kosmetyczkę natknęłam się na opakowanie po nim które trzymałam żeby zapamiętać numer gdy akurat się pojawił. No i stwierdziłam że jeszcze raz go poszukam, bo minęło trochę czasu od ostatnich polowań;) Więc gdy trafiłam na wysepkę Vipery i dowiedziałam się że te cienie nadal są w sprzedaży bardzo się ucieszyłam.
Cień jest w opakowaniu plastikowym, takim może nawet nieco starodawnym. Do produktu dołączony jest dwukolorowy aplikator wydaje mi się że całkiem dobrej jakości, ja jednak używam pędzli więc jak dla mnie jest on zupełnie zbędny. 
Nabieranie tego cienia na pędzel nie sprawia żadnych problemów. Jest miękki i dobrze napigmentowany. Bardzo dobrze cieniuje się nim powiekę.
Odcień nr 18 to kolor ciemnego, starego złota. Na powiece wygląda świetnie i nadaje się do dziennego makijażu. Lekko przyciemnia powieki i nadaje metaliczny efekt. Zawiera delikatne drobinki, które ładnie iskrzą, ale nie są nachalne i bardzo widoczne.
Trwałość cienia jak dla mnie na razie bez zarzutu. Na bazie KOBO spokojnie wytrzymuje cały dzień.

Podsumowując: Uwielbiam ten cień i ogromnie się ciesze, że znowu do mnie wrócił;) Niestety, nie mam większego doświadczenia z kosmetykami Vipera-chociaż kilka mnie zainteresowało-ale ten cień naprawdę warty jest uwagi. No i jeszcze udało mi się go nabyć w promocyjnej cenie: 12zł za dwie sztuki;)

Wrzucam zdjęcie tego cienia na powiece. Bardzo ciężko było uchwycić jego kolor i to co pokazuję zdjęcie jest nieco przekłamane.
Przepraszam za makijaż, ale był robiony w ogromnym pośpiechu;)

czwartek, 17 marca 2011

Wibo Eye liner

Bardzo długo szukałam swojego ulubieńca w dziedzinie eyelinera.
Przerobiłam pisaki i kałamarze rożnych firm i nic mnie nie zachwyciło na tyle żeby przy tym wiernie pozostać. Potrzebuje eye linera który pozwoli mi zrobić ładne skrzydełko w zewnętrznym kąciku oka, tzn o odpowiednim pędzelku.

O eyelinerze Wibo troszkę się naczytałam w recenzjach. Co ciekawe większość z nich była bardzo pozytywna. Więc kiedy w Rossmannie Eyelinery Wibo były w promocji za niecałe 6zł nie mogłam się nie skusić. I zostałam miło zaskoczona.

Eye liner ten wyglada bardzo niepozornie. 
Opakowanie niczym się nie wyróżnia. 
Jest typowe dla tego typu kosmetyków, czarne i plastikowe: pędzelek z dłuższym trzonkiem i mały kałamarz.

Kosmetyk ten o ile się nie mylę występuje w jednym, czarnym kolorze.  

Moim zdaniem tajemnica sukcesu tego eyelinera tkwi w jego pędzelku. Jest cienki, o odpowiedniej długości i giętkości.
Jestem zachwycona z jaka łatwością można narysować nim kreskę na oku.

Pędzelek pozwala poprowadzić naprawdę cieniutką kreskę przy rzęsach. Bardzo mi to odpowiada, bo zazwyczaj ciężko było mi uzyskać innymi eyelinerami w kałamarzu bardzo cienką linie.

Czerń tego eyelinera nie jest może bardzo intensywna, ale w zupełności wystarczająca. Czasami trafiały mi się eyelinery, które były bardziej grafitowe niż czarne;) To na szczęście tego eyelinera nie dotyczy. Niestety, podczas prowadzenia kreski trzeba uważać żeby tusz nie dostał się do oka, bo bardzo szczypie. 

Jeżeli chodzi o trwałość to dla mnie jest w zupełności wystarczająca. Eyeliner pozostaje na oku w nienaruszonym stanie cały dzień. Nie rozmazuje się i nie blednie. Jedynie gdy się już kończy kolor jest nieco bledszy i sama kreska mniej trwała.

Jest bardzo wydajny. Miałam go ok 10 miesięcy codziennego stosowania i w ostatnim miesiącu niestety odczuwało się nie tyle, że jest już suchy, ale że się już zwyczajnie kończy;)

Podsumowując: Aktualnie jest to mój ulubiony eyeliner. Owszem, kusza mnie inne, ale zawsze wracam do tego. Sądzę że za cenę ok 7zł  otrzymujemy eyeliner naprawdę świetnej jakości. Naprawdę polecam!

Wrzucam oko z kreską zrobiona tym eyelinerem z wpisu MAC Brule

wtorek, 15 marca 2011

Powiew wiosny


Wrzucam mój dzisiejszy ekstra szybki  makijaż oka.

Wiem, wiem-nic odkrywczego. Jednak właśnie taki miał być:) 
Wiosenna pogoda za oknem mnie nastroiła więcchciałam uzyskać efekt lekkości i rozświetlenia. U mnie w makijażu oka prawie zawsze swoja rolę gra kreska zrobiona eye-linerem, a dziś ją sobie odpuściłam:)

Makijaż wykonałam dwoma cieniami Inglot i tuszem Maybelline. Jasny cień ładnie rozświetlił oko, a kropla koloru dodała nieco wiosennego wyglądu;) Do tego dorzuciłam sporo rozswietlacza na kości policzkowe, bronzer i szminkę Rimmel Airy Fairy. 

Taki mój ekspresowy, niezbyt wyszukany dzienniak-zwyklak wtorkowy:)

poniedziałek, 14 marca 2011

Catrice UB Elisabeth

Szminka Elisabeth to mój drugi po lakierze Catrice Biscuits&Cupcakes skarb z limitowanki Catrice Urban Baroque.

Odcień Elisabeth to jeden z 3 odcieni pomadek z tej limitowanki. 

Myślałam że szminka będzie w kiepskim, plastikowym opakowaniu. Na zatyczce jest różowe logo limitowanki Urban Baroque.Ku mojemu zaskoczeniu, opakowanie pomadki jest masywne, metalowo-plastikowe i bardzo mi się podoba.


Szminka ma delikatny zapach, taki jak niestety wycofane już pomadki Absolute Moisture. Ma delikatna konsystencje, jest niezbyt gęsta, nie jest też mocno napigmentowana.

Sam odcień w opakowaniu wygląda na trochę siwo-różowy z delikatnym połyskiem i szczerze mówiąc niezbyt zachęcający. Natomiast na ustach wygląda bardzo naturalnie. Jako że szminka nie jest zbyt gęsta, jest moim zdaniem bardziej transparentna, aby uzyskać zdecydowany kolor trzeba jej sporo nałożyć. Natomiast ja lubię ten jej taki transparentny, nieco półprzezroczysty efekt, idealny do codziennego makijażu lub przy mocnym smokey eye. Usta po jej użyciu są lekko błyszczące.

Elisabeth nie wysusza ust, ma zbliżone właściwości pielegnacyjne do szminek AM. Niestety, pomadka jest nietrwała. Wymaga częstszych poprawek w ciągu dnia niż szminki z wymienionej już wcześniej serii AM.

Podsumowując: Polecam, jako naturalną, podbijającą kolor ust pomadkę. Polubiłyśmy się;) Warto się na nią skusić;)

sobota, 12 marca 2011

Catrice UB Biscuits&Cupcakes

Na limitowankę Catrice Urban Baroque czekałam bardzo długo. Podobało mi się w sumie w niej prawie wszystko; lakiery, szminki, puder. Jako, że na liimtowankę był ogromny popyt udało mi się złowić  tylko albo i aż szminkę i lakier.

Lakier w odcieniu o pysznej nazwie: Biscuits&Cupcakes wpadł mi w oko od razu kiedy ukazały się zdjęcia limitowanki w internecie. Takiego kryjącego, delikatnego różu było mi potrzeba! Dlatego gdy tylko zobaczyłam go na półce w Naturze od razu go porwałam.

Opakowanie jest typowe dla lakierów Catrice-w kształcie walca. Jedyna różnica to umieszczenie na zakrętce  różowego logo kolekcji Urban Baroque.
Odcień jest przepiękny! Łososiowo-różowy. W buteleczce dostrzec można delikatne, maleńkie drobinki, które ciężko wypatrzyć po pomalowaniu paznokci. Wydaje mi się że nadają one  efekt delikatnego rozświetlenia i połysku.
Nakłada się go łatwo, pędzelek jest całkiem precyzyjny. Jedyne zastrzeżenie mam do jego krycia. Zależało mi na jednolitym kolorze, nietransparentnym, tzn. nie chciałam żeby przebijał paznokieć spod lakieru. Aby to uzyskać potrzeba 3-4 warstw. Ja zwykle kładę dwie. Ale sądzę, że jest to wina jasnego koloru tego lakieru.

Lakier jest bardzo trwały. Na moich paznokciach lakiery utrzymują się ok 3 dni. Potem zauważam już odpryski i przetarcia na końcach paznokci. Ten  wytrwał ok. 6 dni! Dla mnie-rewelacja:)

Podsumowując: Sądzę, że będzie to mój lakier nr. 1 tej wiosny! Jeżeli ktoś ma możliwość dostać ten lakier z limitowanki to szczerze polecam. Kolor i trwałość na 5:)

Wrzucam zdjęcie moich paznokci po blisko tygodniu noszenia tego lakieru:

środa, 9 marca 2011

Essence Almost Famous

Potrzebowałam kredki powiększającej oko na linie wodna. Jako że mam raczej ciemna karnacje, biała kredka na linii wodnej wyglądałaby raczej nienaturalnie. Dlatego szukałam czegoś bardziej w cielistym kolorze. I znowu firma Essence przyszła mi z pomocą:) W ich szafie wykopałam kredkę długotrwałą Essence Long Lasting Eye Pencil w odcieniu Almost Famous.
Kredka jest w wykręcanym plastikowym opakowaniu, które jest w kolorze samej kredki. Ołówek jest miekki, duzo bardziej miękki niz inne kredki Essence jak np.Essence Kajal Pencil Hola Chica!. Być może przez to wydaje się być bardziej napigmentowana. 
Odcień kredki jak dla mnie jest idealny. Nie jest to dokładnie kolor skóry-jest to beż z domieszka malutkich drobinek, przez co kredka delikatnie połyskuje. Nakłada się ja dosyć łatwo, jednak posiadaczki bardzo wilgotnych oczu mogą miec problem z nałożeniem jej na linie wodna. Taki paradoks-im linia woda jest bardziej sucha tym łatwiej narysować kreskę tą kredka;) Ale niestety trzeba się troszkę namachać żeby dobrze tę kredkę nałożyć;) Efekt na oku jest bardzo delikatny, ale oko jest ładnie rozświetlone. Niestety z trwałościa tej kredki tez nie jest najlpiej, bo nie utrzymuje sie na lini wodnej  bardzo długo. Trzeba nanosic poprawki w ciągu dnia.
Podsumowując: Nie wiem czy kupiłabym tę kredkę kolejny raz. Ale nie jest złym produktem. Wydaje mi się ze uzyskany efekt zależy od wilgotności oczu i karnacji. Można zaryzykować i kupić tę kredkę-wydatek ok 6-7zł-jeżeli nie sprawdzi się na linie wodna to będzie się świetnie sprawować jako rozświetlacz wewnętrznego kącika oka.

A tu wrzucam porównanie oka przed użyciem kredki Almost Famous i po:

poniedziałek, 7 marca 2011

Maybelline Colour Sensational Choco Cream

Kiedy ta seria szminek pojawiła się w sklepach nie mogłam doczekać się kiedy złowię jakiś egzemplarz dla siebie:) Pomadki występują w kilku paletach kolorystycznych-róże, czerwienie, fiolety, brązy.

Jako że moim jedynym nudziakiem był wspomniany wcześniej Inglot 114, porwałam się na szminkę cielistym kolorze. Wybrałam odcień Choco Cream. 
Opakowanie jest całkiem fajne, zatyczka przykrywa cała szminkę. Każda paleta odcieni ma inny kolor zatyczki. Jako że Choco Cream jest cielistą szminką, zatyczka jest w kolorze brązowym, a reszta opakowania srebrnym. Opakowanie mimo, że jest plastikowe nie jest tandetne.I muszę przyznać, że mi się podoba;)
Pomadka jak dla mnie pachnie cudownie-ciasteczkami albo karmelem. W każdym bądź razie bardzo smakowicie. I jest to na pewno duży plus tej szminki. Nie ma wyrazistego smaku, który mógłby przeszkadzać.
Konsystencja jest kremowa, ale niezbyt gęsta. Pigmentacja też jest w porządku. Szminka nie jest tępa i dobrze maluje się nią usta. Nie jest to niestety długotrwała pomadka.

Nie zauważyłam jakiegoś większego wysuszania ust, szminka jest przyjemna w noszeniu.

Choco Cream jest to moim zdaniem typowy nudziak. Beż z delikatna nutka różu. Bardzo naturalny i delikatny. Niestety, w okresie letnim jest dla mnie za jasny.

Podsumowując: Polecam te pomadkę-na pewno sięgnę po inne odcienie, ale tym razem z różowej palety .Szminka ładnie prezentuje się na ustach, szczególnie z mocnym makijażem oczu. Polecam do mocnego Smokey-eye!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...