poniedziałek, 30 maja 2011

Złotko


Makijaż w kolorach starego złota w dwóch wersjach: lżejszej i cięższej z czarna kredką na linii wodnej.

W roli głównej cień Inglot 118 AMC Shine, w którym jestem aktualnie zakochana po uszy. 
Jest boski! Inglot znowu mnie zaskakuje i zachwyca!


Kosmetyki:
-baza KOBO
-cień Inglot 110 AMC Shine
-cień Inglot 118 AMC Shine
-cień Inglot 360 Matte
-tusz Maybelline Colossal
-eyeliner Wibo
-czarna kredka żelowa Avon Super Shock




Wersja z kredką na linii wodnej:



sobota, 28 maja 2011

Inglot 118 AMC Shine

Uwielbiam złoto i jego pochodne na powiekach. 
Pięknie rozświetla oko, współgra z opalenizną, a odpowiednio dobrany odcień ładnie podkreśla kolor tęczówki.

Sama szukałam idealnego nieżółtego złota. Szukałam i znalazłam. 
W Inglocie. 
Cóż, nie jest to dla mnie zaskoczenie, że akurat tam. Inglot, jeżeli chodzi o cienie mnie jeszcze nigdy nie zawiódł.

Wybrałam odcień nr. 118 AMC Shine. I tym sposobem zapełniłam paletę Inglota PRO 10. O jakości nie będę się rozpisywać-cienie Inglot nie raz gościły na moim blogu, ale w skrócie: wysoka jakość, trwałość i świetna pigmentacja.

Dzięki naprawdę kiepskiemu odcieniowi w salonie Inglot się na niego zdecydowałam. A dlatego, że wahałam się pomiędzy 118 a 111. W końcu wybrałam ten pierwszy. Po wyjściu na światło dzienne okazało się, że cień wygląda inaczej niż  we wnętrzu. Prezentuje się o niebo lepiej!


118 AMC Shine ma odcień zbliżony do starego złota. Ale jednocześnie ma też w sobie nutki miedzi i czystego złota. Mieni się kilkoma kolorami, które ciężko uchwycić na zdjęciu Niesamowity odcień! A w salonie wyglądał naprawdę niepozornie.

Ten cień to mój nowy faworyt! Idealny do makijażu dziennego i wieczorowego. Wydaje mi się, że dla fanek złota i Inglota to must have. Świetny!

Na pewno wrzucę makijaż z jego użyciem-komponuje się idealnie m.in. z brązami.




A na koniec mała zapowiedź!

Wiem, że na moim blogu nie było pielęgnacji, ale jestem ciekawa czy znacie Lawendową Farmę?

Jako, że mam wrażliwa i bardzo sucha skórę ostatnio bardzo zainteresowałam się naturalnymi kosmetykami.
I dlatego też zamówiłam trzy naturalne mydełka u pani Ewy z Lawendowej Farmy. Jesteście ciekawe tych produktów?  Wkrótce postaram się wrzucić recenzje, a na razie zdjęcie dwóch z trzech mydełek.

czwartek, 26 maja 2011

Catrice Bloody Mary To Go


Mam kilka ulubionych kolorów lakerów do paznokci. 

Ale zawsze na pierwszym miejscu jest u mnie czerwień. Kocham kolor czerwony!

Dlatego lakier Catrice Bloody Mary To Go jest dla mnie idealny! Typowa krwista czerwień.

Dokładna recenzje lakierów Catrice napisałam przy okazji uzywania lakieru z limitowanki Urban Baroque.

Lakiery Catrice są moimi ulubieńcami.
Najdłużej utrzymują się na moich paznokciach i mają boskie odcienie. Polecam!

sobota, 21 maja 2011

Essence Babydoll

Uwielbiam kosmetyki do policzków.
Róże, bronzery, rozświetlacze-to jest to!

Nie byłabym sobą gdybym nie spróbowała różu z Essence w cenie 10,99zł. Wybór padł na kolor Babydoll. 
Opakowanie jest plastikowe, przezroczyste, płaskie. Bardzo mało miejsca zajmuje w kosmetyczce. Może nie ma powalającego wyglądu ale.podoba mi się!

Kosmetyk nie pachnie i nie podrażnia mojej wrażliwej skóry.

Ten róż występuje w kilku odcieniach. Zależało mi na różu w kolorze naturalnego rumieńca. Dlatego też wybrałąm odcień Babydoll. I myślę że jest to właśnie kolor zdrowych, zaróżowionych policzkó. Róż zawiera malutkie drobinki. Żeby je dostrzec trzeba się naprawdę dobrze przyjrzeć temu kosmetykowi. Ale nie zauważyłam drobinek na policzkach po nałożeniu różu.

Róż jest napigmentowany w sam raz-dzięki temu ciężko zrobić sobie nim krzywdę.

Konsystencja jest bardzo dobra-ani za twarda(nie trzeba "skrobać" powierzchni), ani za miękka. Bardzo łatwo nabiera się na pędzel odpowiednią ilość kosmetyku. 
Nakłada się go szybko i co mnie niezwykle cieszy-bez plam. Można ładnie stopniować kolor na policzku.

Efekt na policzku jest taki jaki chciałam i opisałam wcześniej-ładniezaróżowione policzki, twarz wygląda bardzo świeżo.

Trwałość tego różu nie jest zachwycająca. Nie jest to na pewno produkt długotrwały. W ciągu dnia makijaż wymaga poprawek.

Podsumowując: Za cenę 10,99zł dostajemy produkt o naprawdę niezłej jakości. Mimo że uwielbiam róże Inglota i raczej tylko ich używam to uważam że warto go sprawdzić! Na pewno kupię jeszcze dwa inne kolory: Secret it girl i Natural beauty. Żeby tej biednej laleczce (Babydoll) nie było smutno samej;)

czwartek, 19 maja 2011

Avon Tiger's Eye

Jedna z moich wizażowych sióstr stwierdziła, że chyba nie było takiego kosmetyku z którego nie byłabym zadowolona.

I rzeczywiście! 

Dzięki KWC, Wizażankom i znajomym ostatnio bardzo rzadko trafiam na buble kosmetyczne. 
Ale po głębokim przemyśleniu przypomniał mi się bubel, głęboko ukryty w czeluściach mojej kosmetyczki.

Jest to limitowana paleta czterech cieni Avon, na którą skusiłam się jakiś rok temu. Koszt -ok 20zł

Leżała naprawdę głęboko ukryta i zapomniana, więc wybaczcie nieco wytarte wieczko palety.

Opakowanie jest czarne i plastikowe, z lusterkiem. Paleta zawiera cztery cienie i aplikator. Całość bardzo przypomina mi palety cieni Lancome lub Chanel. Ogólnie paleta całkiem przyzwoicie wykonana.

Paletka zawiera cienie w czterech kolorach, które ogromnie mi się podobają: jasne złoto,  jasna miedź pomieszana ze starym złotem, jasno szary, czerwony brąz wpadając. Kolory są świetne! 

Kosmetyk nie pachnie i nie uczula.

Co dziwne pigmentacja tych cieni zależy od koloru.
Ogólnie to pigmentacja tych cieni pozostawia wiele do życzenia. Najjaśniejsze kolory są najmniej napigmentowane, kolejno; złoto, szary, miedziany, brąz.

Nakładanie tych cieni pędzlem też zależy od  koloru. 
I podobnie jak przy pigmentacji najgorzej wypada złoty, który jest twardy, tępy i nie chce trzymać się powieki. Najlepiej cieniuje się tylko brązem, którego używałam w załamaniu powieki. 

Do trwałości tych cieni nie mam zastrzeżeń, ale myślę, że jest to zasługa bazy. 
Bo jeżeli uda mi się coś tą paletką zmalować to bez problemu makijaż wytrzymuje cały dzień. Może troszkę blednie.

Podsumowując: Nie polecam! Żałuję, bo kolory są świetne, ale niestety jakość tych cieni pozostawia naprawdę wiele do życzenia. Na pewno nie kupię kolejnej paletki cieni z Avonu, mimo, że zestawienia kolorystyczne mają świetne. Wole w Inglocie kupić 2 cienie i wiem że na pigmentacji i jakości się nie zawiodę. 

Makijaż wykonany tą paletką:

wtorek, 17 maja 2011

My Secret Lilac

Kiedy weszła do DN limitowanka My Secret, a wraz z nią nowe pachnace lakiery, nie byłam zbytnio nimi zachwycona.
Nie wiem jak to się stało, ale nie zauwazyłam lakieru w kolorze Lilac o którym marzyłam i śniłam juz od dawna.

Dlatego kiedy zobaczyłam go na blogach pognałam do najbliższej DN, ale było juz za późno-zostały same róże, których mam pod dostatkiem. Na szczęście całkiem przypadkowo znalazłam ostatni egzemplarz w rzadziej odwiedzanej DN.  

I się zakochałam!

Lakier ma 10ml, jest w małym prostokątnym opakowaniu.

Pędzelek jest standardowy, o krótszym trzonku, dobrze leży w dłoni.
Malowanie nie sprawia problemów, nakłada się równo. Jednak potrzeba dwóch warstw aby uzyskać powłoczkę bez przświtów

Lakier rzeczywiście pachnie podczas wysychania i przez ok 2-3 dni bzem i gumą do żucia. 
Oczywiście, naiwna spodziewałam się zapachu o intensywności co najmniej francuskich perfum;) Ale nie jest źle. Fajne urozmaicenie zwykłego lakieru. Szkoda, że wszystkie lakiery nie są pachnące.

Kolor to jasna lawenda, lila, jogurt jagodowy. Ideał!
Szukałam tego odcienia bardzo długo.

Jako że jest to pastelowy lakier, wszelkie odpryski itp widać bardzo wyraźnie. Lakier wygląda nienagannie przez ok.3 dni, potem co ciekawe nie odpryskuje i nie wyciera na końcach, a łuszczy się na bokach i przy trzonie paznokcia. Dziwna sprawa. Ale być może był to jednorazowy przypadek. Poza tym wybaczam mu wszystko, bo ten odcień jest boski!

Podsumowując: Polecam! Przede wszystkim ze względu na kolor i zapach!


niedziela, 15 maja 2011

Miętusek

Jako że jestem dzikusem i nie mogę przekonać się do mięty na paznokciach, próbuje zaadaptować ten kolor na powiece.

To mój dzisiejszy dzienniak wykonywany jak zwykle w tempie ekspresowym, więc niestety do ideału mu daleko.


Kosmetyki:
-baza KOBO
-cień Inglot 393 Pearl
-cień Chill
-cień KOBO Caffe Latte
-cień Inglot 461 Double Sparkle
-cień Inglot 360 Matte
-eyeliner Wibo
-tusz MaybellineColossal


Nie wiem dlaczego na zdjęciach kreska wydaje się opadać w dół, a w rzeczywistości tak nie jest;)



piątek, 13 maja 2011

Maybelline Colossal Volum' Express

Maybelline Colossal to chyba najbardziej znany drogeryjny tusz do rzęs. Głośno było o nim na blogach i na YT. 
Jakiś czas temu stwierdziłam, że czas sprawdzić na własnych rzęsach o co tyle hałasu.
Od tuszu wymagam głównie pogrubienia-niekoniecznie wydłużenia.
Miałam dwie wersje Colossal'a-100% Black i Glam Black. Obecnie maluję się tą drugą wersją.

Opakowanie jest plastikowe, żółte z fioletowymi literkami. Ma nieco inny kształt niż tradycyjne maskary. Bardzo mi się to opakowanie podoba, od razu rzuca się w oczy i jest wesołe.

Szczoteczka jest niegumowa, z standardowych włókienek. Ale za to jest bardzo duża, można powiedzieć puchata. 
Niektórym może to przeszkadzać w manewrowaniu, ale mnie bardzo odpowiada.

Tusz w wersji Glam Black mocno pachnie, trochę kwiatowo, natomiast wersja 100% Black jest bezzapachowa. Mimo zapachu maskara nie uczula i nie podrażnia.

Tusz nakłada się łatwo, pomimo że szczoteczka jest sporych rozmiarów nie utrudnia to manewrowania w kącikach oczu. Dla mnie tusz jest najlepszy ok 2-3 tygodnie po otwarciu-troszkę wtedy gęstnieje i wydaje mi się, że wtedy ten tusz osiąga maksimum swoich pogrubiających możliwości. Początkowo, zaraz po otwarciu jest dla mnie za rzadki.

Colossal ma ładny, głęboki odcień czerni-szczególnie wersja 100% Black. Bardzo dobrze pogrubia i wydłuża rzęsy nie sklejając ich. Jednak ten tusz nie przebija mojego absolutnego nr. 1 czyli klasycznego Maybelline Volum' Express Turbo Boost, który niesamowicie pogrubia rzęsy.

Do trwałości nie mam zastrzeżeń. Jedynie kiedy tusz kończy swój żywot i się kończy, może minimalnie się kruszyć.

Podsumowując: Jest to jedna z najlepszych drogeryjnych maskar. Jest moim nr 2 zaraz za jego kuzynem Maybelline Volum' Express Turbo Boost. Pięknie pogrubia i wydłuża rzęsy, ma rewelacyjną szczoteczkę. Bardzo długo nie zasycha w opakowaniu. Na pewno będę do niego wracać!

Wrzucam zdjęcie porównujące wielkość szczoteczki do oka i rzesy pomalowane Colossalem zaraz po otwarciu, także efekt jak dla mnie średni. 
Nie wrzucam więcej zdjęć, bo we wszystkich  makijażach pokazanych wcześniej na blogu używałam tego tuszu:)



poniedziałek, 9 maja 2011

Essence Stay All Day Concealer 16h

Wraz ze skończeniem korektora Maybelline wykluł się problem-jaki kupić następny?

Korektora potrzebuję tylko do maskowania cieni pod oczami i zaczerwień wokól skrzydełek nosa, które ma chyba każda z nas. A że pojawiły się nowości Essence, a wraz z nim długotrwały korektor w przystępnej cenie 10-12zł postanowiłam dać mu szansę.
Korektor występuje w 2 odcieniach, najprościej mówiąc: bardziej żółtym i bardziej różowym.

Trochę się zdziwiłam, że paleta jest tak okrojona. Byłam przekonana, że oba odcienie są dla mnie stanowczo za jasne. Ale w końcu wybrałam ten bardziej żółty czyli Natural Beige.

Opakowanie jest plastikowe, podobne do błyszczyka z aplikatorem. Nic odkrywczego, ale ja bardzo taką formę lubię. Pojemność to 7ml.
Aplikator jest klasyczny, lekko ścięty. Nabiera odpowiednią ilość produktu.

Korektor ma bardzo dobra konsystencję-taką w sam raz- nie za gęstą i nie za rzadką. 
Nakłada się go łatwo i gładko. Również rozcieranie przebiega bez problemu. Ten odcień wydawał mi się duuużo za jasny, ale jest idealny! Świetnie się stapia z kolorem skóry i ładnie rozświetla oko.

Korektor nie pachnie i nie uczula.
Jak juz wspomniałam, potrzebuję korektora przede wszystkim na cienie pod oczami. 
Chyba nie spotkałam jeszcze takiego korektora, który przykryłby idealnie moje cienie pod oczami. 

Ale ten korektor radzi sobie z tym bardzo dobrze!

Może nie jest w 100% idealny, ale naprawdę ładnie przykrył cienie pod oczami, lepiej niż Maybelline Affinitone.

Do trwałości, nie mam zastrzeżeń-przypudrowany spokojnie wytrzymuje bez poprawek cały dzień, ale nie jest to na pewno 16h.

Podsumowując: Miłe zaskoczenie. Mimo początkowej niechęci spowodowanej kolorem, przekonałam się do tego korektora i jestem z niego bardzo zadowolona. Minusem jest na pewno uboga paleta kolorystyczna, ale sama przekonałam się że te dwa odcienie są uniwersalne. Nie wiem czy kupię go ponownie, bo znając siebie bede szukać czegoś jeszcze lepszego;) Bardzo dobry korektor jeżeli chodzi o cienie pod oczami, nie wiem jak radzi sobie z wypryskami. Ale za tę cenę-warto!

poniedziałek, 2 maja 2011

Inglot 31T vs Essence Eyeliner Brush

Dwaj przyjaciele z boiska, czyli moje dwa pędzelki skośne do eyelinera, które warto porównać:)


Pędzel Inglot 31T kupiłam jakiś czas temu, był mi bardzo potrzebny, a że pędzelki Catrice zniknęły z półek w DN, a pędzelków Essence jeszcze nie było widać, nie było rady;)

Wygląd:
Oba pędzelki mają czarne trzonki-Essence ma również czarna skuwkę, a Inglot srebrną.
Włosie ma fikuśne kolory w przypadku obu pędzelków: żółte i niebieskie.
Inglot ma nieco sztywniejsze włosie niż Essence.

Cena:
W tej kategorii Essence pozostawia daleko w tyle Inglota- Essence 6 zł, Inglot 23zł.



Wygląd i jakość wykonania pędzla:
Inglot: Wykonany świetnie, żaden włosek nie wypada po wielu praniach. Jakość bez zarzutu

Essence: Niestety nie wiem, czy trafiła na jakiś felerny egzemplarz, ale musiałam dokręcić skuwkę pędzla bo się ruszała, i dwa włoski opuściły resztę towarzysta:/ Ale po tych początkowych usterkach wszystko wróciło do normy;)

Mycie pędzli:
W przypadku obu pędzli bezproblemowe-włoski nie wypadają, suszenie trwa kilka godzin. Ale muszę się poskarżyć, że zmycie eyelinera Catrice z włosia obu pędzli jest trochę pracochłonne:)


Malowanie kreski:
Czyli najważniejsza sprawa;)

Aktualnie używam wspomnianego wyżej eyelinera Catrice.

Inglot ku mojemu zaskoczeniu wypada słabiej niż Essence. Może niedramatycznie, ale gorzej.

Pomimo, że jest mniejszy, prostą, równą. linię łatwiej zrobić pędzelkiem Essence. Ponadto, w malowaniu jaskółki w zewnętrznym kąciku oka Essence również sprawuję się lepiej.
I na tę chwilę chętniej sięgam po pędzelek Essence niż Inglot.

Podsumowując: Mimo że uwielbiam Inglota, gdybym teraz miała zdecydować i kupić pędzelek do eyelinera to wybrałabym Essence. Nie różnią się one między sobą jakoś diametralnie, więc patrząc na cenę warto zdecydować się na pędzelek Essence, który chwilami wydaje mi się nawet lepszy od droższego kolegi.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...