piątek, 24 czerwca 2011

Paleta Inglot Pro 10

Moja pierwsza zapełniona paleta Inglot Pro 10.

Wiem, że to nic wielkiego, ale ja jestem ogromnie zadowolona że udało mi się skompletować paletę idealna do dziennego makijażu. Wszystkie potrzebne do niego kolory mam w jednym miejscu.
I o to mi chodziło

Nie wszystkie cienie to Inglot-moja paleta to mieszanka Inglota, MACa i KOBO.

O większości z tych cieni już pisałam, więc to będzie tylko krótkie posumowanie.

Od lewej:
-Inglot 110 AMC Shine-świetny rozświetlacz ze złotymi drobinkami.
-MAC Brule-idealny, cielisty odcień.
-KOBO Caffe Latte-cień w kolorze kawy z mlekiem.
-Inglot 461 Double SP-trochę ciemniejsza i cieplejsza od KOBO Caffe Latte kawa z mlekiem ze złotymi drobinkami
-Inglot 360 Matte-idealna czekolada! Niezastąpiona w załamaniu.


Od lewej:
-Inglot 118 AMC Shine- cudowny odcień łączący złoto i miedź.
-Inglot 393 Pearl-świetnie rozświetla kąciki i łuk brwiowy, jest w chłodnej tonacji bez drobinek.
-KOBO Pale Peach-cień, który bardzo polubiłam dopiero po jakimś czasie. W palecie wygląda jak typowy cielak z nutką brzoskwinki ale na oku na bazie zmienia się w ceglasty.
-KOBO Golden Rose-uwielbiam ten cień! Solo sprawia wrażenia idealnie wycieniowanej powieki. Troszkę jedynie może przeszkadzać nieco woskowa konsystencja.
-Inglot 420 Pearl-połączenie fioletu i szarości z perłowym połyskiem. Świetny!

Wszystkie cienie w paletce to moje ulubione cienie, które uwielbiam mieć pod ręką.

Teraz zabieram się do kompletowania kolejnej Pro 10, być może bardzie kolorowej.



niedziela, 19 czerwca 2011

Nocne niebo

Nocne wydanie kameleona-Inglota 428.

Pięknie komponuje się z czarnym, drobinkowym cieniem.
Niestety, kameleon niechętnie pozuje do zdjęć i zjada cała czerń z załamania;)

Kosmetyki:
-baza KOBO
-cień Inglot 393 Pearl
-cień MAC Brule
-cień Inglot 428 Pearl
-cień Lancome The New Black
-tusz Maybelline Colossal
-eyeliner Wibo
-żelowa, czarna kredka Avon Super Shock

czwartek, 16 czerwca 2011

Yves Rocher Mascara Volume Déployé

Kosmetyki do makijażu YR jakoś dziwnie nigdy mnie nie kusiły. Raz dostałam w prezencie za zakupy tusz Lumene, ale niestety moje rzęsy nie zaprzyjaźniły się z nim.

Dlatego gdy znowu jako gratis do zakupów dostałam tusz pogrubiający rzęsy YR Mascara Volume Déployé nie spodziewałam się po nim cudów.
Opakowanie jest w kolorze stonowanej fuksji, gładkie, plastikowe. Muszę przyznać, że bardzo mi się podoba; jest bardzo dziewczęce i proste. I co mnie ogromnie cieszy, jest świetnie zabezpieczone folią przed otwieraniem przez inne klientki, więc kupując go możemy być pewne, że nikt przed nami go nie otwierał.
Tusz występuje w trzech kolorach: czarnym, brązowym i granatowym.
Cena maskary to ok 39zł, ale posiadaczki karty klienta YR, a co za tym idzie mailingu ze zniżkami mogą go kupić nawet o 50% taniej. Lub bez karty, polując na promocje w ich salonie.
Szczoteczka jest fantastyczna!
Niegumowa, ze standardowych włókienek. Jest szersza przy końcach a węższa po środku. 
Przypomina mi nieco szczoteczkę tuszu podkręcający rzęsy Avon. Ale w szczoteczce YR te przewężenie jest łagodniejsze. Manewruję się nią świetnie, nie ma mowy o zrobieniu kleksa na skórze, co muszę przyznać czasami w pospiechu mi się zdarza.

Tusz nie ma mocnego zapachu, nie podrażnia oczu.
Konsystencja tuszu jest taka jak lubię-niewodnista. 
Bardzo często muszę odczekać ok 2 tygodni od otwarcia tuszu, żeby być naprawę z niego w pełni zadowolona. A wszystko dlatego że lubię nieco gęstsze konsystencję maskar. 
A gęstość i odcień głębokiej czerni tej są idealne.

Producent obiecuje uzyskanie efektu pogrubionych rzęs bez grudek przez 12 godzin. 
I tak tez jest!
Tusz równo pokrywa rzęsy, bez grudek. Pięknie je pogrubia, troszkę wydłuża, przyciemnia i unosi. 
Rzęsy pomalowane tym tuszem są takie jak lubię, czyli bardzo elastyczne. Maskara nie kruszy się i nie rozmazuje.
Spokojnie wytrzymuje cały dzień bez poprawek.

Podsumowując: Jestem ogromnie zaskoczona jakością tego tuszu do rzęs! Nigdy nie spodziewałabym się, że znajdę (raczej dostane jako gratis) tak świetną maskarę w Yves Rocher. Nie jest na pewno moim numerem 1, ale jest w mojej czołówce maskar!

A tu porównanie: oko bez pomalowanych rzęs (dla odważnych :P) i z pomalowanymi tuszem YR Mascara Volume Déployé

poniedziałek, 13 czerwca 2011

Lancome Color Design mini paletka

Cienie z tzw. wyższej półki raczej nigdy nie były dla mnie bardzo kuszące, a powodem tego było m.in. moje dawne rozczarowanie cieniami Estee Lauder. Uwielbiam mocno napigmentowane cienie takie jak Inglot, KOBO czy MAC, a tamte niestety do takich nie należały. 

Honor cieni wysokopółkowych uratowały cienie Lancome, a dokładniej mini paletka.
Opakowanie jest czarne i plastikowe. Ma lusterko i piękną wypukłą róże na wieczku. Bardzo mi się podoba i jest w idealnym rozmiarze do torebki.
Paletka zawiera cztery kolory cieni, bardzo uniwersalnych: 
Kitten Heel (perła, róż ze złotem, bardzo podobny do KOBO Golden Rose i MAC Expensive Pink, ale zawiera więcej tonów złota niż różu), 
Filigree (perła, jasny beż śmietankowy, świetny na całą powiekę i do rozświetlania kącików), 
Click ( perła, ciepły brąz, cynamonowy), 
The New Black (czarny z malutkimi srebrnymi drobinkami).
Wszystkie odcienie są cudowne, idealne do dziennego jak i wieczornego makijażu. Są bardzo dobrze napigmentowane, świetnie się nimi cieniuje. 
Jestem oczarowana najbardziej trzema perłowymi cieniami, bo jest to inna perła niż np. w cieniach Inglot. 
Te cienie tworzą równa, ładna, jakby satynową taflę, bez drobinek. Wyglądają pięknie na oku, ładnie połyskują.

Podsumowując: Bardzo miłe zaskoczenie! Paletka jest jedna z moich ulubionych i bardzo często używanych. Świetne cienie!

Zdjęcie szybkiego dzienniaka wykonanego tymi cieniami (bez Kitten Heel), niestety ciężko uchwycić dokładne kolory tych cieni na zdjęciach.

sobota, 11 czerwca 2011

Vipera

Jakiś czas temu otrzymałam od firmy Vipera trio kosmetyków do przetestowania. 

Przyszedł czas na podsumowanie!

Jednym z kosmetyków jest lakier nr 39.
Jest to odcień zielony, trawiasty z malutkimi drobinkami złota. Opakowanie zawiera 10ml kosmetyku, jest szklane z plastikową zakrętką.
Malowanie paznokci tym lakiem nie sprawia problemów, wystarczą dwie warstwy aby otrzymać ładną powłokę bez prześwitów. Lakier bardzo szybko schnie. 
Jest całkiem trwały jak na moje paznokcie, bo w bardzo dobrym stanie wytrzymuje 4 dni noszenia go w warunkach domowo-polowych tj. np. mycie naczyń. 
Odcień jak już wspominałam to zieleń trawy ze złotymi drobinkami. 
Zieleń nie jest moim ulubionych kolorem lakierów do paznokci (jak wiecie kocham czerwienie, róże, ogólnie ciepłe barwy), ale jakościowo lakier bardzo przypadł mi do gustu. 
Niestety, ceny nie znam, ale chętnie rozejrzę się za innym odcieniem lakieru Vipera.
Drugi kosmetyk to Puder rozświetlający subtelny blask nr 602.
Opakowanie bardzo mi się podoba. Jest małe, eleganckie i ma spore lusterko. I zawiera gąbeczkę-dla mnie nieprzydatną, bo używam pędzla.
Puder ma przyjemny zapach, nie uczula.
Konsystencje ma nieco pylistą, dlatego trzeba troszkę uważać przy nakładaniu go na pędzel żeby nie przesadzić. Lubię pudry sypkie więc taka miękka konsystencja bardzo mi się podoba.

Puder ma sporo drobinek i na mojej twarzy jest to zbyt widoczne, ale już jako rozświetlacz spisuje się bardzo dobrze. Lubię musnąć nim nie tylko skórę na twarzy, ale także dekolt czy ramiona. 
Sądzę, że ten puder mógłby z powodzeniem służyć bladziochom za drobinkowy bronzer!

Trwałość pudru jest bardzo dobra. Utrzymuje się na mojej twarzy ok 6 godzin (cała twarz) i cały dzień ( jako rozświetlacz). I właśnie z jego funkcji jako delikatnego rozświetlacza nad kości policzkowe, dekolt czy ramiona jestem najbardziej zadowolona!
A na koniec zostawiłam perełkę!
A jest nią kredka do oczu Ikebana nr 258.

Nie jest wielką fanką kredek, uwielbiam eyelinery. Ale ta kredka sprawiła że chcę więcej kredek w takich radosnych kolorach!

Opakowanie kredki ogromnie mi się podoba. Jest wesołe i bardzo wiosenne. 
I z jego funkcjonalnością nie ma problemu-kredka dobrze się struga.
Odcień to jasna zieleń, nieco trawiasta. Bardzo modny wiosenno-letni kolor! 
Zakochałam się w tym odcieniu i używam go dosyć często.

Rysowanie kredką jest bardzo przyjemne. Jest mocno napigmentowana i dobrze sunie po powiece bez szarpania. Łatwo otrzymać równą, nasyconą kolorem kreskę.

Trwałość tej kredki jest świetna! Bez poprawek od rana do wieczora wytrzymała w bardzo dobrym stanie majowe upały. Przy tym nie blednąc.


Podsumowując: Nie zmieniam mojego dobrego zdania o firmie Vipera, które wyrobiłam sobie na podstawie cienia ich firmy nr 18 który opisywałam wcześniej. Co raz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że nasze rodzime kosmetyki są naprawdę warte naszej uwagi. Najbardziej zadowolona jestem z kredki, która bardzo miło mnie zaskoczyła i zachęciła mnie do zakupu innych radosnych barw. Na drugim miejscu - puder i lakier. Puder- idealny upiększacz na lato, a lakier idealny na letnie szaleństwo na paznokciach.
Mam ochotę jeszcze na róż i inne cienie Vipera, m.in. sypkie, więc muszę w końcu wybrać się na ich wyspę;)


Dziękuję firmie Vipera za możliwość przetestowania kosmetyków!

niedziela, 5 czerwca 2011

Lawendowa Farma-Mydełko Plaster Miodu


Mam bardzo sucha skórę, a na dodatek wrażliwą. 

Jakiś czas temu, zaczęłam się zastanawiać czy to nie jest też wina kosmetyków, których używam pod prysznicem, czyli wszelkiego rodzaju żeli i płynów. 
Dlatego postanowiłam spróbować czegoś naturalnego, bez SLS-u, który podobno ma właściwości wysuszające skórę. 


Ekspresowa przesyłka i przemiła Pani Ewa jak najbardziej zachęca do kolejnych zakupów. Nie mówiąc już o sile przekonywania samych mydełek, które wyglądają cudownie!

Zamówiłam trzy mydełka: Rumiankowy Bobas, Miód i Wanilia oraz Plaster Miodu.

Postanowiłam podzielić się wrażeniami z używania tego ostatniego.

Mydełko opakowane jest szczelnie w przezroczystą folie i papierową banderolkę, na której umieszczone są informację dotyczące składu i działania kostki. Waga to 100g.

Myślę, że mydełko skład ma naprawdę niezły:

Mydełko nie ma zapachu, jedynie po zmoczeniu kostki można wyczuć delikatny zapach wosku pszczelego. Jest więc wymarzone dla alergików!
Dodatkowo wygląda naprawdę cudownie i świetnie ozdabia łazienkę.

Co do działania: mydło pieni się jak szalone! A piana jest inna niż w przypadku mydeł drogeryjnych czy żeli pod prysznic. Jest bardzo kremowa. 
Kostka bardzo dobrze myje, po kąpieli skóra jest przyjemnie gładka, śliska i nawilżona. I co dla mnie najważniejsze nie jest ściągnięta. Nawet na twarzy. Już po kilku dniach stosowania zniknęły suche plamki  na skórze. Gdybym nie była sucharkiem, nie musiałabym używać balsamu po kąpieli z Plastrem Miodu.

Mydło świetnie zmywa makijaż. Nie podrażnia skóry, a wręcz ją pielęgnuje.

Używam go ponad tydzień i nie zauważyłam wielkiego ubytku kostki.

Podsumowując: Jestem jak najbardziej na tak! W końcu poradziłam sobie z moją ogromnie sucha skórą. Jak na razie jest moim numerem jeden. Nigdy nie wierzyłam że żel, mydło, płyn do mycia ciała pomoże mi w walce z wysuszeniem. Sądzę, że będę do niego wracać. Nie mogę doczekać się kiedy dobiorę się do pozostałych dwóch zamówionych przeze mnie mydełek! I kiedy zamówię następne! A mam jeszcze na oku kostki do mycia włosów i twarde balsamy....

czwartek, 2 czerwca 2011

Ulubieńcy maja

Czas biegnie tak szybko, że aż ciężko w to uwierzyć! Mamy już prawie połowę roku za sobą!


Ulubieńcy minionego miesiąca:

-korektor Essence Stal All Day świetna na cienie pod oczami, ładnie rozświetla. W tej cenie, jak na razie mój zdecydowany faworyt

- rozświetlacz Essence Shimmer Powder w dalszym ciągu mój ulubieniec, pięknie rozświetla, nadaje wiosenny look i jest w miarę trwały

- róż Inglot nr 76(?)- to chyba ten numer, bo niestety wszystkie moje róże Inglota maja starte numerki. Ten dodatkowo nie jest zbyt reprezentatywny-przeżył wypadek i rozsypał się w drobny mak-ale mogę mu to wybaczyć, bo ma piękny, brzoskwiniowy kolor. Dzięki niemu twarz wygląda świeżo. Bardzo lubię go używać w duecie z rozświetlaczem Essence. Moim zdaniem róże Inglot to jedne z najlepszych!

-Catrice Gel eyeliner-idealnie czarny, idealnie trwały! Ma świetną żelowo-kremową konsystencję. Jedyny minus to jego zmywanie...

-pędzelek Essence Smokey Eye Brush- tani, mięciutki i zaskakująco dobrej jakości! Świetnie rozciera cienie. Jak najbardziej warty swojej niskiej ceny.

-cień MAC Brule- mój ulubiony cielak. Świetny jako bazowy cień oraz solo na całą powiekę plus gruba kreska czarnego eyelinera. W tym drugim wydaniu lubię go najbardziej! Pigmentacja i trwałość na 6.

-mini paletka cieni Lancome- zawiera piękne kolory-takie "moje". Uwielbiam każdy cień z tej paletki! Są idealne do stworzenia dziennego makijażu. A efekt perły jaki daje jasny beż i brąz na powiece jest niesamowity!


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...