środa, 30 stycznia 2013

Ulubieńcy stycznia

Pierwszy miesiąc 2013 roku niemal za nami.
Zatem nadszedł czas na ulubieńców stycznia!

Ostrzegam: post z serii bardzo długich!

Styczeń obfitował w przeróżnych ulubieńców - jak niemal co miesiąc u mnie - nie tylko kosmetycznych:
Pielęgnacja:
Mleczko waniliowe Yves  Rocher Plaisirs - pachnie obłędnie, nieco pikantnie, dobrze nawilża i jest bardzo wydajny.
ZSK Hydrolat z róży bułgarskiej - ładnie tonizuje, wygładza, lekko nawilża. Pachnie niczym konfitura różana!
Ziaja med Kuracja nawilżająca: Krem redukujący podrażnienia na dzień i Krem redukujący zmarszczki na noc - moja skóra jak co zimę zaczyna wariować i jest baaardzo sucha. Dlatego kupiłam w aptece zestaw dwóch kremów Ziaja Kuracja nawilżająca z gratisem w postaci płynu micelarnego (26zł). Wszystkie trzy produkty podbiły moje serce. Krem na noc jest nieco bardziej treściwy niż na dzień, ale oba świetnie nawilżają i łagodzą podrażnienia.
Makijaż:
Sleek Au Naturel - rewelacyjna paletka do dziennych makijaży!
Podkład Rimmel Wake Me Up - polubiłam się z nim poprzedniej zimy; jest lekki i pięknie rozświetla skórę.
Maybelline Mocha Mirage - ostatnio lubuję się w połączeniu fioletu ze starym złotem; ten duet idealnie się w to wpasowuje, a pigmentacja tych cieni jest świetna!
Physicians Formula Happy Booster - róż-delikates; w sam raz do dziennego makijażu. A jego wygląd  (te słodkie serduszka) wprawia w dobry humor.
Revlon Colorburst Lip Butter: Berry Smoothie & Cherry Pie - pomadki nie wysuszają ust, wręcz je pielęgnują i mają świetne kolory.
Paznokcie:
To był bez wątpienia miesiąc pod hasłem bling bling na paznokciach!
Pure Ice Dreamy - śliczny róż z zatopionym milionem kolorowych iskierek! Od fioletu do złota!
OPI Skyfall: The Living Daylights -  przezroczysta baza napakowana kolorowym konfetti. Bardzo się z nim polubiłam.
OPI Skyfall:  Goldeneye - cudowne złotko, które pięknie komponuje się z czerwienią.

Książki:
Było tego troszkę:
Charlotte Link Ostatni ślad - o książkach tej pani słyszałam dużo dobrego dlatego postanowiłam coś z jej zbiorku przeczytać. Padło na Ostatni ślad. 
Elaine Dawson ma notorycznego pecha. Gdy chce polecieć do Gibraltaru na ślub przyjaciółki, Rosanny, okazuje się, że z powodu mgły na lotnisku Heathrow odwołano wszystkie loty. Zamiast czekać nocą w pełnej rozwścieczonych pasażerów hali odlotów, Elaine przyjmuje od nieznajomego, przystojnego, eleganckiego mężczyzny ofertę przenocowania w jego podlondyńskim domu. Wychodzi z nieznajomym i od tej pory ślad po niej znika. Policja nie znajduje ciała i umarza dochodzenie, przekonana że dziewczyna wykorzystała nadarzającą się okazję i po prostu uciekła z małego miasteczka od tyranizującego ją brata. Rosanna jednak nie wierzy w teorię ucieczki. Podejmuje prywatne śledztwo… ( źródło okładki i opis fabuły: lubimy czytać) 
Książka wciąga, jedno zdarzenie wywołało lawinę zdarzeń. Nie potrafimy rozróżnić fałszywych tropów od tych prawdziwych. Nie jest jednak to typowy kryminał - autorka skupia się także na zawiłych sytuacjach życiowych/rodzinnych bohaterów.

Jane Cassey - Zaginieni Kolejny tym razem nieco bardziej typowy kryminał. Jest to moje pierwsze spotkanie z tą autorką, ale bardzo udane! 
Zaginęła dwunastoletnia Jenny Shepherd. Jej nauczycielka, Sarah Finch wie lepiej niż ktokolwiek inny, że szanse na znalezienie jej żywej maleją z każdym dniem. Kiedy była mała jej starszy brat wyszedł się bawić i już nie wrócił. Straszna świadomość, że nigdy nie dowiedzą się, co stało się z Charliem już zawsze będzie prześladowała jej rodzinę. Teraz jako ponad dwudziestoletnia kobieta mieszka w rodzinnym domu wraz z matką, która pije zdecydowanie za dużo, a z sypialni zaginionego syna zrobiła kapliczkę. I to właśnie Sarah znajduje ciało Jenny porzucone w lesie niedaleko jej miejsca zamieszkania. Zostaje wciągnięta w policyjne śledztwo i burzę medialną. Jednak nie tylko policja zaczyna przyglądać się jej uważniej…(źródło okładki i opis fabuły: lubimy czytać)
Książkę czyta się w ekspresowym tempie! Autorka zgrabnie przeplata czasy współczesne z przeszłością.

Jo Nesbo Człowiek nietoperz - o Jo Nesbo również słyszałam sporo. Że pisze świetnie, że warto. Dlatego w końcu sięgnęłam po pierwszy to serii o Harrym Hole.
Norweski policjant Harry Hole przybywa do Sydney, aby wyjaśnić sprawę zabójstwa swej rodaczki, Inger Holter, być może ofiary seryjnego mordercy. Z miejscowym funkcjonariuszem, Aborygenem Andrew Kensingtonem, Harry poznaje dzielnicę domów publicznych i podejrzanych lokali, w których handluje się narkotykami, wędruje ulicami, po których snują się dewianci seksualni. Przytłoczony nadmiarem obrazów i informacji początkowo nie łączy ich w logiczną całość. Zrozumienie przychodzi zbyt późno, a Harry za wyeliminowanie psychopatycznego zabójcy zapłaci wysoką cenę... (źródło okładki i opis fabuły: lubimy czytać)
Kryminał z gatunku nieco depresyjnych. Pierwsza połowa książki średnio mnie wciągnęła, ale za to druga mi to wynagrodziła. Zaskakujące zwroty akcji. Sięgnę po kolejne części serii o Harrym.

Asa Larsson Burza z krańców ziemi - bardzo lubię skandynawskie thrillery, kryminały. 
Lubię serię C. Lackberg, ale ostatnie części coś mnie zawodziły. Dlatego dla odmiany sięgnęłam po serię Asy Larsson o Rebece Martinsson. A konkretniej po pierwszy tom: Burza z krańców ziemi.
Na podłodze prowincjonalnego kościoła w północnej Szwecji leży brutalnie okaleczone ciało mężczyzny. Gdy życie z wolna z niego uchodzi, on myśli o swojej poprzedniej śmierci. Wśród mroku nocy niczym smok wije się zorza polarna... Rebeka Martinsson wraca do rodzinnego miasta, o którym wolałaby zapomnieć. Chce pomóc przyjaciółce oskarżonej o zamordowanie brata, charyzmatycznego przywódcy lokalnego protestanckiego kościoła. Jednak by odnaleźć prawdziwego mordercę, Rebeka będzie musiała zmierzyć się z własną mroczną i bolesną przeszłością, stawić czoła wrogiej, milczącej wspólnocie, zanurzyć się w lodowatym, brutalnym świecie zakłamania, głęboko skrywanych rodzinnych sekretów, władzy i manipulacji. A walka o prawdę szybko zmieni się w walkę o jej własne życie.(źródło: opis fabuły: lubimy czytać, okładki: klik).
Rewelacyjna książka, czyta się jednym tchem. Przypomina mi troszkę książki Tess Gerritsen o Rizzoli & Isles, które uwielbiam. Autorka genialnie nakreśliła kobiece postacie. Polecam, to absolutnie mój książkowy nr 1. stycznia! 

Jak tam Wasze postanowienia noworoczne?
Ja staram się w moich wytrwać!

Wspomniałam w jednym z poprzednich postów, że zaprzyjaźniłam się z treningami Jillian Michaels, a konkretniej z jej 30 Day Shred. Po wykonaniu ćwiczeń z Jillian, dorzucam coś krótkiego; najczęściej są to ćwiczenia na konkretne partie ciała od dziewczyn z Tone it up
Pośladki, uda, brzuch, ramiona, boczki, plecy - na każdą problematyczną część ciała można coś znaleźć wśród ich filmików na kanale YouTube.
Dziewczyny mieszkają w USA, w Californii -  niemal ich wszystkie filmiki kręcone są na plaży. 
Piękne widoki, szum oceanu - to mi się podoba. 
Karena i Katrina są nieco cukierkowe - niektórych to odstrasza, ja jakoś nie zwracam na to uwagi, a naprawdę bardzo lubię ich ćwiczenia. 
Poza tym warto polubić ich stronę na fb, (albo zapisać się do newslettera na ich oficjalnej stronie) dlatego, że dzielą się tam mnóstwem przepisów na zdrowe potrawy, ale i na domowe kosmetyki DIY.
W styczniu dziewczyny zachęcały do przyłączenia się do akcji przed-walentynkowejLove Your Body (akcja nadal trwa), którą organizowały na swoim kanale YT i oficjalnej stronie. Treningi, dieta, kosmetyki, konkursy - wszystko w walentynkowym nastroju. 
Zajrzyjcie na ich stronę lub kanał YT, myślę, że warto!

A temacie zdrowego żywienia - oszalałam na punkcie dań z awokado!

To że jest bardzo zdrowe wiedziałam, że upiększa naszą skórę też, ale mnogość dań, które można wytworzyć z jego udziałem mnie zaskoczyła.
Smoothie, masełko do kanapek, sałatki, dip.... Polecam przede wszystkim guacamole i kremowy sos do makaronu. 
Sporo przepisów można znaleźć TUTAJ. A najlepsze i chyba najtańsze awokado jest w Lidlu. 
A gdy kupicie twarde awokado owińcie je w papier/gazetę - szybciej zmięknie.

Uff... mam nadzieję, że ktoś dotrwał do końca tego długiego posta!

Jestem bardzo ciekawa Waszych ulubieńców stycznia! 
Nie tylko kosmetycznych! 

35 komentarzy:

  1. Uwielbiam kosmetyki z Ziajki a ta paletka ze Sleeka śni mi się po nocach :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Revlon Colorburst jest na mojej chciejskiej liście ale póki co skusiłam się na kredeczki Revlon :>
    Avokado i u mnie w tym miesiącu rządzi na stole :]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo te kredeczki są super :>

      Idę dziś po zapas awokado :P

      Usuń
  3. zaciekawiłaś mnie tą ziają :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto przyjrzeć się tym kremom :)

      Usuń
  4. piękne te lakieryyy :)
    awokado solo mi w ogóle nie smakuje :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj je doprawić solą, pieprzem, sokiem z cytryny i dorzucić szczypiorek i pomidora <3

      Usuń
  5. Lubię awokado, ale dobrze doprawione :P Może spróbuję wrzucić go do jakiegoś koktajlu ;)

    Au Naturel i u mnie ostatnio króluje, ale w połączniu z paletką Paraguaya :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W koktajlach jest świetne :)
      A Paraguayi zazdraszczam :> :P

      Usuń
  6. Uwielbiam i jem kilogramami :)

    OdpowiedzUsuń
  7. uwielbiam to mleczko z Yves Rocher :)

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja jakoś nie mogę przekonać się do awokado :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Chyba poczułam się skuszona nawilżającym duetem Ziaji ;) Mleczko YR kiedyś miałam, zapach super, tylko formuła mleczka jakoś do mnie nie przemawia, ja jestem z tych maślano-kremowych...

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja jeszcze nigdy nie jadłam awokado :(

    OdpowiedzUsuń
  11. Mleczko waniliowe Yves Rocher Plaisirs jest świetne co do paletki również jest i moim ulubieńcem
    awokado od dawna mam na nie chęć...chyba czas się skusić

    OdpowiedzUsuń
  12. Ten podkład na zimę jest naprawdę dobry ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ale tego dużo :) Ja marzę o Au Naturel od Sleeka :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Goldeneye jest cudny
    :) męczę go od kilku dni :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Awokado! Uwielbiam! :) Mogę je wchłaniać kilogramami :) Bardzo lubię masełko Berry Smoothie :)

    OdpowiedzUsuń
  16. sama kiedys myslałam nad kupnem Physicians Formula Happy Booster a te serduszka<3

    OdpowiedzUsuń
  17. ale zazdroszczę ci tych lakierów z OPI :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Lakier z OPI złoty - śliczny!!! :)))

    OdpowiedzUsuń
  19. Kusi mnie ten podkład z Rimmela, boje się tylko, że będę się strasznie świecić ;/ mam cere mieszaną, więc to chyba nie zbyt dobry pomysł

    OdpowiedzUsuń
  20. Muszę kupić awokado, bo chyba nigdy go nie jadłam :D

    OdpowiedzUsuń
  21. nie używałam żadnego z tych kosmetyków:) najbardziej jednak jestem ciekawa mleczka z Yves Rocher:)

    OdpowiedzUsuń
  22. W końcu mamy sezon na avokado! Ja ostatnio zaniedbałam serduszkowy róż :(

    OdpowiedzUsuń
  23. bardzo fajna notka. Ja się w styczniu zachwycałam paletką Sleek darks:)

    OdpowiedzUsuń
  24. Tłoczenie różu PF urzekło mnie. Te serduszka wyglądają tak uroczo, że aż szkoda sięgać po ten kosmetyk;) Bardzo często mam problem z pięknymi tłoczeniami. Prezentują się tak uroczo, że aż szkoda je niszczyć;)

    Uwielbiam hydrolaty. Chętnie wypróbuję wersję różaną. Mam słabość do kosmetyków charakteryzujących się różaną nutą zapachową. Skutecznie poprawiają mi humor:)

    OdpowiedzUsuń
  25. Wszystkie lakiery zachwycają, a na róż mogłabym się patrzeć i patrzeć :DD

    OdpowiedzUsuń
  26. A ja do tego cienia Maybelline chyba się nigdy nie przekonam..

    OdpowiedzUsuń
  27. lakierowi ulubieńcy- świetni!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...