środa, 30 października 2013

Ulubieńcy października


Październik już niemal za nami, zaraz zacznie się listopad, a wraz z nim krótkie i chłodne dni. 

Nie pozostaje nic innego niż uzbroić się w stosy książek, morze herbaty, świece o otulającym zapachu i zakopać się pod puszysty koc. To jest mój sposób na przetrwanie listopadowej szarugi. A! I jeszcze koniecznie szarlotka z cynamonem lub ciasto marchewkowe. 
W sumie z tymi wszystkimi umilaczami listopad nie zapowiada się najgorzej.

Ale bez zbędnych wstępów: czas na ulubieńców miesiąca!


Pielęgnacja:
Nivea Q10 Plus Krem energetyzujący na dzień SPF 15 - świetny krem o przyjemnym lekko owocowym zapachu. Bardzo dobrze nawilża, mocno wygładza i jest bardzo wydajny. Świetnie sprawdza się pod makijażem. Pisałam o nim więcej w osobnym poście.

Nivea Dry Comfort Antyperspirant w kulce - nigdy nie lubiłam antyperspirantów w kulce. Dobijało mnie to czekanie po jego aplikacji, bo jak tu założyć bluzkę z mokrą od antyperspirantu pachą? Ale po wielu latach przerwy postanowiłam dać szansę kulce od Nivei i się nie zawiodłam. Wchłania się błyskawicznie i rewelacyjnie chroni przed nadmiernym poceniem. Jest bardzo wydajny i nie zostawia białych śladów. Jedyny minus to to, że jego piękny typowy dla Nivea kremowy zapach znika w ciągu kilku godzin od aplikacji. Szkoda. 
Na pewno przyjrzę się innym antyperspirantom w kulce.

Dermedic Hydrain 3 Hialuro Maska nawadniająca - żelowa maseczka, która genialnie nawilża i uspokaja moją suchą skórę.

Makijaż:

Pomadka Essence All About Cupcake - chyba już kultowa szminka o kolorze idealnym do makijażu dziennego. Dobrze nawilża i pięknie pachnie.

Pomadka Wibo Eliksir 03 - piękna soczysta fuksja. Pomadka jest rewelacyjnej jakości: dobrze nawilża i jest trwała więc przymykam oko na opakowanie, które pozostawia trochę do życzenia.

Róż Catrice Apricot Smoothie - w tym miesiącu niemal codziennie nosiłam ten przepiękny brzoskwiniowy róż. Cudnie ożywia twarz i jest bardzo trwały!

Eyeliner Rimmel Glam'eyes - ulubieniec od kilku lat! Intensywnie czarny, trwały i z wygodnym pędzelkiem.  Czego chcieć więcej?

Cień Vipera nr 18 - czyli cień w kolorze ciemnego, starego  złota ale bez żółtych tonów. Jest to jeden z moich ulubionych cieni po który sięgam gdy bardzo się spiszę. Jest rewelacyjny, miękki i dobrze napigmentowany - na pewno kupię kolejne opakowanie, bo w tym już widzę dno.

Mariah Carey by OPI Anti-Bleak - piękny i trwały fioletowy lakier, idealny na jesień.

Woski:
W tym miesiącu w moim kominku najczęściej topiłam dwa:
Yankee Candle Cozy Sweater - przepiękny, lekko pudrowy perfumeryjny zapach.  Absolutnie skradł moje serce! Niestety, jest niedostępny w Polsce chyba, że na allegro/ebay.

Yankee Candle Soft Blanket - czyli kultowy misiek. Już rozumiem dlaczego ten zapach jest taki legendarny! Jest śliczny, delikatny i otulający. Łączy w sobie jednocześnie nuty słodkie i świeże. No i ten uroczy misiek na opakowaniu! Świetny uspokajacz na wieczór. 
Książki:
W tym miesiącu przeczytałam cztery książki. O trzech pisałam w poście z październikowymi nowościami, ale dla przypomnienia były to: Alibi na szczęście Ficner-Ogonowskiej, Ostatnie dziecko Johna Harta i Katie Maguire Grahama Mastertona
Przez pierwszą ledwo przebrnęłam, druga to rewelacyjny kryminał, a trzecia to thriller z magią w tle. Dwie ostatnie polecam, szczególnie Ostatnie dziecko.

Ale książką, która wciągnęła mnie bez reszty w październiku była Piąta fala Ricka Yanceya
Wystarczyły cztery fale kosmicznej inwazji, by z siedmiu miliardów ludzi ocalała zaledwie garstka. Rozrzuceni w różnych miejscach okupowanej planety walczą o przetrwanie. Od wymarłych miasteczek, przez płonące metropolie, po obozy uchodźców i tajne bazy wojskowe - każdy z bohaterów powieści Yanceya próbuje przetrwać i zrozumieć, co się stało i kim są kosmici, który postanowili wymordować całą ludzkość. (źródło lubimyczytac.pl) 
Główną bohaterką jest Cassie Sullivan, 16-letnia nastolatka, która wiedzie spokojne życie dopóki na niebie nie pojawił się milczący, ogromny statek kosmiczny. Przybysze postanowili pozbyć się mieszkańców Ziemii za pomocą pięciu "fal".


Książkę czyta się jednym tchem. O ile oczywiście lubicie takie klimaty a'la film Wojna światów.
Owszem, miałam obawy (bo narracja prowadzona jest przez różnych bohaterów - nastolatków), że będzie to coś w stylu sagi Zmierzch
Na szczęście się nie zawiodłam - chociaż mają tam miejsce typowo nastoletnie rozterki - i czekam na kolejny tom. Co jest dziwne, bo dawno wyrosłam z książek dla młodzieży. Szkoda, że nie powstała książka o takiej tematyce skierowana do starszych czytelników. Chyba, że to ja takiej nie znam?
Piąta fala podobno już wkrótce doczeka się ekranizacji.

Źródło empik.com
Muzyka:
Uwielbiam czytać kiedy w tle gra jakaś fajna muzyka. Radia raczej nie słucham, zazwyczaj włączam sobie coś lekkiego. 
W tym miesiącu słuchałam niemal na okrągło dwóch płyt Kings of Leon: Come Around Sundown i nowej Mechanical Bull.

Co Was zachwyciło w październiku?

poniedziałek, 28 października 2013

Jesienna mgła


Niestety, piękna, słoneczna i kolorowa jesień powoli nas opuszcza. 
Czuję, że już za chwilkę jesień z mojej ukochanej fazy wejdzie w tą zdecydowanie mniej lubianą, czyli szarą i mglistą. 
Już w ostatnich dniach za oknem witała mnie jesienna mgła, która na szczęście zwiastowała przepiękną, ciepłą pogodę. Oby było tak jak najdłużej!


Przygotowując się mentalnie na jesienną szarugę zmalowałam dziś makijaż - prosty szaraczek.

 


Kosmetyki, które użyłam to:
Baza pod cienie Dax Cosmetics Cashmere
Paletka cieni VIVO 
Tusz L'oreal Power Volume Colagene

Lubicie używać szarości w makijażu oka?

piątek, 25 października 2013

Październikowa pielęgnacja włosów


Październik powoli się kończy zatem czas na podsumowanie mojej pielęgnacji włosów w tym miesiącu.
Pojawiło się trochę nowy produktów, ale niektóre są już Wam znane z poprzedniego, wrześniowego włochatego posta.


W październiku używałam dwóch nowych szamponów. 
Jednym z nich był kosmetyk z wrześniowego ShinyBoxa: Phenome Rebalance o przepięknym zapachu słodkiej mięty. Nie jest to wielka buteleczka, ale szampon jest bardzo wydajny! Wystarczyła naprawdę odrobina, aby umyć długie włosy. Phenome Rebalance ma świetny, naturalny skład, mnóstwo roślinnych ekstraktów i nie znajdziemy w nim SLSów, parabenów, silikonów i innych tego typu specyfików. Rewelacyjnie oczyszcza, wygładza i ładnie nabłyszcza włosy. Nie są przyklapnięte, mają ładną objętość. Gdyby nie cena (75zł) już biegłabym po niego do sklepu.

Drugim kosmetykiem był Green Pharmacy Szampon do włosów suchych Olej arganowy i granat. Szukałam go długo i w końću po jakimś czasie znalazłam. Ogólnie szampony Green Pharmacy sprawdzają się na moich włosach, podobnie ten. Dobrze oczyszczał i nabłyszczał włosy, jednak bez odżywki ani rusz. Pięknie pachnie! Ciężko określić ten zapach, ale nie są to ziołowe rejony, bardziej perfumeryjne. Na pewno kupię go ponownie. W składzie rzeczywiście jest olej arganowy i ekstrakt z granatu. 


W tym miesiącu jako odżywki do spłukiwania używałam Balsamu do włosów suchych i zniszczonych Olej arganowy i granat. Czyli partnera szamponu z tej samej serii. Balsam jest bardzo wydajny, również pięknie pachnie. Ładnie nawilża i  ułatwia rozczesywanie. Ale brakuje mi troszkę wygładzenia. I jest w tym trochę mojej winy. Tzn. balsam dobrze wygładza włosy, ale jest to proporcjonalne do czasu pozostawienia go na mokrych włosach. Na opakowaniu jest napisane, aby pozostawić go przynajmniej 5 minut na włosach. Jestem niecierpliwa i rzadko kiedy czekałam aż tyle. Ale jak to zrobiłam - moje włosy były pięknie nawilżone i gładkie. Nie pozostaje mi nic, tylko ćwiczyć moją cierpliwość!
Na pewno do niego wrócę, ale dobrą chwilę zajmie mi zużycie tej buteleczki, bo balsam jest ogromnie wydajny. I oczywiście, podobnie jak w przypadku szamponu z tej serii w składzie znajdziemy olej arganowy i ekstrakt z granatu. Jak najbardziej polecam. 


Po letnie przerwie wróciłam do olejowania włosów.
W tym celu kupiłam Odbudowujący olejek łopianowy z olejem arganowym Green Pharmacy. Nie był drogi więc postanowiłam go wypróbować. 
Według producenta olejek powinno wcierać się w skórę głowy i włosy u nasady. Ja natomiast wcierałam go we włosy poniżej ucha, ale myślę, że wypróbuję też wersję proponowaną przez producenta. Opakowanie ma spory otwór, więc trzeba uważać, żeby nie rozlać zawartości.
Włosy po jego użyciu były odżywionewygładzone i błyszczące, olejek nie jest uciążliwy w zmywaniu. Ale nie pobił mojego ulubieńca do olejowania, czyli oleju makadamia z ZSK, który na moich włosach i skórze potrafi zdziałać cuda. 
Byłabym z niego naprawdę bardzo zadowolona, gdyby nie to, że poczułam się troszkę oszukana. W składzie na pierwszym miejscu jest olej słonecznikowy, na drugim olej arganowy i po nim ekstrakt z łopianu. Nie mam nic przeciwko żeby w składzie był olej słonecznikowy, ale jednak spodziewałam się innego składu chociażby patrząc na etykietę . 


W tym miesiącu skończyłam maskę L'biotica Biovax Keratyna + Jedwab.
Jestem zadowolona z jej działania (dobrze nawilża i wygładza) i pięknego zapachu. Ale nadal utrzymuję, ze moim maseczkowym ulubieńcem jest także L'biotica Biovax ale do włosów ciemnych. Zamierzam do niej wrócić.


Końcówki włosów zabezpieczałam dwoma produktami na zmianę. 
Jednym z nim jest serum Indola Glamour Sparkling Ends o żelowo-kremowej konsystencji, które bajecznie wygładza i nabłyszcza włosy, nie sklejając ich. Natomiast drugim jest serum Biovax A+E o olejowej konsystencji, która bardzo dobrze wygładza włosy. Ale trzeba uważać z jego ilością, aby zbytnio nie obciążyć włosów.

Jak wyglądała pielęgnacja Waszych włosów w październiku? 
Pojawiło się w niej coś nowego i wartego uwagi?

środa, 23 października 2013

Think Pink czyli październikowy ShinyBox


Październikowe pudełko ShinyBox Think Pink wspierające akcję profilaktyki chorób nowotworowych piersi zapowiadało się naprawdę ciekawie.

Jak to się udało? Bez zbędnych wstępów zajrzyjmy do środka!


W tym miesiącu pudełko utrzymane jest w eleganckiej czarno-różowej stylistyce
Ogromnie mi się podoba i nie obraziłabym się gdyby zastąpiło to standardowe.


Organique Hot&Spicy Płyn do kąpieli - ach... ten kosmetyk ucieszył mnie chyba  najbardziej! Ostatnio mam hopla na punkcie kosmetyków kąpielowych, więc z radością przetestuję ten płyn. Pachnie nieziemsko! Zapach kojarzy mi się z pomarańczami, korzennymi przyprawami i...coca-colą. Płyn ma także świetny skład bez SLS, parabenów, formaldehydu i parafiny. To lubię!

Goldwell Balsam na włosy 60 sek - ta tubeczka także mnie ucieszyła, bo gdzieś kiedyś obiło mi się o uszy, że ten balsam rewelacyjnie pielęgnuje włosy. Przepięknie pachnie. Zobaczymy czy się polubimy!

Seche Vite Top Coat - ten top do paznokci jest chyba jednym z najpopularniejszych w blogosferze. Zawsze chciałam zmierzyć się z tą legendą. Co prawda to maluszek - ma tylko 3,5ml - ale przynajmniej sprawdzę, czy moje paznokcie go pokochają.



The Body Shop Maska do twarzy z wit E - czyli coś nawilżającego dla mojej przesuszonej skóry twarzy. Mam wobec niej wysokie wymagania, bo cena za 6ml saszetkę to 10zł.

SYIS Płatki pod oczy - ...z efektem botoxu! Botox nie jest mi jeszcze potrzebny (albo mi się tak tylko wydaje!), ale liczę na mocne nawilżenie i rozjaśnienie cieni pod oczami.

Saszetka szamponu Flos Lek Elestabion S - podwójna saszetka szamponu dla włosów z łupieżem. Niestety ja go nie zużyję ( nie mam łupieżu) , ale znajdę na pewno chętnego.


Full of Fashion Bransoletka - czyli niekosmetyczny dodatek (a właściwie nie dodatek, bo prezentem wg dołączonej ulotki jest saszetka szamponu) do pudełka. Mnie trafiły się koronkowe bransoletki w kolorze niebieskim i różowym. Już je mam na nadgarstku. 


Pudełko przypadło mi do gustu, jednak myślałam, że znajdę w nim jakiś produkt do pielęgnacji biustu skoro jest to akcja wspierająca profilaktykę i badanie piersi. No, ale chyba wyobraźnia mnie poniosła. 
Niemniej bardzo cieszy mnie płyn Organique, balsam Goldwell, top Seche Vite. 

Jednak coś więcej będę mogła powiedzieć za kilka tygodni, kiedy wszystko przetestuję.


Jak się Wam podoba zawartość październikowego ShinyBox'a?

piątek, 18 października 2013

Co nowego? Kosmetyki, książki, seriale...


Pogoda nas nie rozpieszcza, dlatego tego posta piszę opatulona kocem z kubkiem gorącej zielonej herbaty. Szkoda, że przez przymrozki i deszcze opadły niemal wszystkie kolorowe liście z drzew i jesień powoli wchodzi w szarą fazę, której za bardzo nie lubię.

Dla poprawy nastroju zajrzałam ostatnio do drogerii Filrlit i natknęłam się na bardzo ciekawą promocję na masła i peelingi Joanna. Zresztą nie tylko na nie! Zerknijcie do obowiązującej gazetki promocyjnej Firlit/Kosmyk - jest w niej wiele ciekawych promocji m.in. na podkłady Rimmel.


Serię kosmetyków Joanny Z apteczki babuni bardzo lubię, szczególnie jajeczną odżywkę do włosów i balsam do ciała o zapachu bzu. 
W Firlicie do koszyka wrzuciłam wygładzający Peeling do ciała właśnie z ekstraktem z bzu. Występuję też w dwóch innych wersjach: oliwkowej i miodowej. 
Zapłaciłam za niego 9,49zł/300g. 


Peeling ma galaretowatą konsystencję i pachnie nieziemsko bzem. 
Koniecznie skuście się na jakiś kosmetyk z bzowej serii jeżeli lubicie zapach tych kwiatów. Co prawda peelingu jeszcze nie testowałam, ale balsam bzowy mogę z czystym sumieniem polecić- jest tani, wydajny, rewelacyjnie nawilża i bosko pachnie. 


W promocji są również masła do ciała Joanna: awokado, bawełna i słonecznik. Wybrałam ten ostatni, bo jest przeznaczony do skóry suchej. Za 300g masła zapłaciłam 7,99zł.


Masło ma konsystencję gęstego balsamu i lekki zapach, który kojarzy mi się z męskimi perfumami. Na drugim miejscu w składzie ma masło shea, więc za 8zł żal byłoby go nie przetestować. Ale mam co do niego dobre przeczucia. Jak się spisze jak należy, wrócę po więcej!


Do Rossmanna zajrzałam po gumki do włosów bez metalowych skuwek 10szt/2,99zł. Mam bardzo delikatne włosy i metalowe elementy we frotkach im szkodzą,. Na szczęście w tych z Rossmanna ich nie ma. A i w promocji cenę mają bardzo przystępną. Do koszyka dorzuciłam mydło w płynie Isana Bez & Orchidea, które również było w promocji: 500ml/2,99zł. 
Zatem u mnie w łazience będzie bardzo majowo dzięki peelingowi i mydłu w płynie o zapachu bzu!

Nie wiem czy pamiętacie, ale uwielbiam piec i gotować. Kocham też książki kucharskie, szczególnie te Nigelli Lawson. Na stronie empiku pojawiła się przedsprzedaż nowej książki Nigelli Lawson Nigella Ucztuje. Tzn. wydaje mi się, że jest to książka, która Nigella wydała lata temu (Nigella Feasts), ale dopiero teraz została przełożona na język polski. Zawsze chciałam ją mieć w swojej kolekcji, więc wydawnictwo Filo chyba czyta w moich myślach i 6 listopada ta książka wchodzi do księgarni. W przedsprzedaży kosztuje o 10zł mniej, więc chyba zamówię ją już teraz!

Źródło zdjęć okładek: lubimyczytac.pl

Jak już kiedyś wspomniałam - jesienią bardzo dużo czytam. Po przebrnięciu przez Alibi na szczęście Ficner-Ogonowskiej - nie ukrywam było trudno! - przeczytałam rewelacyjny thriller Ostatnie dziecko Johna Harta. Bohaterem tej powieści jest 13-letni chłopak, szukający swojej siostry bliźniaczki, która zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach wracając ze szkoły. Po roku od tego zdarzenia ginie następna dziewczynka. Zaskakujące zakończenie - to jest coś co lubię.

O książkach Grahama Mastertona słyszałam mnóstwo. I sama nie wiem dlaczego, dopiero teraz sięgnęłam po jego powieść: kryminał Katie Maguire. Bohaterką jest tytułowa Katie Maguire zajmująca jako jedna z niewielu kobiet w Irlandii stanowisko generała w Gwardii Narodowej. Wraz ze swoim zespołem prowadzi śledztwo w sprawie  masowego morderstwa sprzed lat. Rewelacyjnie napisana książka, wciąga od pierwszej strony. Jestem już w połowie i chyba dziś ją skończę.

Z ciężkim sercem obejrzałam ostatni sezon Gotowych na wszystko. Wiem, że od kilku sezonów ten serial był delikatnie mówiąc naciągany, ale darzę go ogromnym sentymentem. Szczególnie lubiłam postać rezolutnej Gaby Solis. 
Szkoda, że serial już się skończył, bo niesamowicie poprawiał mi humor i relaksował. Dobrze, że mam jeszcze mój ukochany Hart of Dixie!

Zamierzam zacząć oglądać serial tego samego twórcy co Gotowych na wszystko czyli Devious Maids. Zobaczymy, czy też zaciekawi mnie tak mocno jak perypetie przyjaciółek z Wisteria Lane. 

Co nowego u Was?

środa, 16 października 2013

Co nieco o kosmetykach z wrześniowego ShinyBox'a


Wrześniowe pudełko ShinyBox już po otwarciu pozytywnie mnie zaskoczyło.
Na pierwszy rzut oka, każdy z kosmetyków przypadł mi do gustu. 
A jak te produkty wypadły po niemal miesiącu testowania?


Tony & Guy Shine Gloss Serum - ostatnio mam hopla na punkcie produktów do zabezpieczania i nabłyszczania końcówek włosów, dlatego obecności tego serum w pudełku szczerze mnie ucieszyła. Serum ma oleistą konsystencję; potrzebowałam około trzech pompek żeby uzyskać zadowalający efekt. Bardzo przyjemny kosmetyk: ładnie wygładza i nabłyszcza, ale nie pobije serum Indola z poprzedniego pudełka. 


The Scottish Fine Sopas Au Lait Body Milk - kompletnie nie znam tej marki, więc podwójnie byłam ciekawa tego kosmetyku. Jest to dosłownie mleko - jest to bardzo rzadkie mleczko do ciała i trzeba uważać bo może uciekać przez palce. Rozprowadza i wchłania się błyskawicznie. Zapach długo zostaje na skórze, jest intensywny i kojarzy mi się z zapachem Volare z oferty Oriflame. Pomimo wodnistej konsystencji dobrze nawilża, ale nie jest to nic  spektakularnego.


Pehnome Szampon Rebalance  - to mój pierwszy kontakt  z tą marką, a że szampon ma świetny skład, jest drogi, no i ja czuję w sobie ducha włosomaniaczki miałam wobec niego wysokie oczekiwania. I się nie zawiodłam. Szampon jest bardzo wydajny, pachnie słodką miętą - podobną do zielonych gum Orbit i rewelacyjnie działał na moją czuprynę. Pięknie oczyszczał, nabłyszczał, nawilżał i wygładzał moje długie włosy. 
Świetny szampon, niestety ma wysoką cenę (ok.75zł)...


Paese Róż z olejkiem arganowym nr 43 (chłodny, naturalny róż)  - kosmetyki Paese lubię, ale ich różu jeszcze nie miałam przyjemności używać. I znowu się nie zawiodłam. Róż nie pyli, łatwo się nakłada, nie tworzy plam i jest bardzo trwały. Świetnie ożywia twarz. Jestem z niego bardzo zadowolona. 


Glazel kredka do oczu z aplikatorem  - kredek do oczu używam niezwykle rzadko, bo kocham eyelinerowe kreski na powiekach. I nie ukrywam że moim faworytem jest kredka żelowa Avon Shock. 
Glazel jest mocno napimentowana, w sam raz miękka i trwała. Kreska łatwo rozciera się dołączonym aplikatorem, co daje łady efekt przydymionego oka. Polubiłam tę kredkę i będę po nią sięgać, ale nie ukrywam, że nadal eyelinery będą rządzić w moim makijażu oka.


Do pudełka dołączona była mała próbka:
Dermo pHarma Bio Serum Skin Architec Kwas Traneksamowy - mała saszetka wystarczyła mi na kilka użyć (ok.4), więc niewiele o nim mogę napisać. Zauważyłam jednak, że wygładza i uspokaja moją skórę.

Jestem zadowolona, a jak Wam podoba się zawartość wrześniowego pudełka?

poniedziałek, 14 października 2013

Green Pharmacy Nawilżający olejek kąpielowy Sandałowiec, Neroli, Róża - czyli o tym jak zostałam syreną...


...łazienkową!


Nigdy nie lubiłam wylegiwać się w wannie. Nie jestem typem kobiety, która potrafi medytować w wannie chociażby przez 15 minut. 
Nudzę się! 
Książki czy Kindle'a nie wezmę - bo (przynajmniej w moim przypadku) im bardziej się uważa, żeby coś nie wpadło do wanny to tym prędzej się to wydarzy. Poza tym kąpiel ma relaksować, a nie podnosić ciśnienie i adrenalinę.
I co najważniejsze: często płyny do kąpieli wysuszały moją skórę; światełkiem w tunelu okazała się różana sól Green Pharmacy o czym pisałam kilka miesięcy temu.
No ale sól nie dawała piany, a kto nie lubi kąpieli w pianie?


Jesień nastraja kąpielowo - postanowiłam kupić olejek do kąpieli (z racji mojej suchej skóry), a że różana sól do kąpieli Green Pharmacy sprawdzała się u mnie rewelacyjnie, postanowiłam po raz kolejny zaufać tej marce kupując Nawilżający olejek kapielowy 2 w 1: Sandałowiec, Neroli, Róża. Wybór wariantu zapachowego był banalny - różane aromaty są bardzo miłe dla mojego nosa.

No i znowu się nie zawiodłam. Co więcej, jestem zachwycona!

Olejek (a właściwie płyno-żel) zamknięty w plastikowej buteleczce, która spodobała mi się od pierwszego wejrzenia, bo wygląda troszkę jak opakowanie jakiejś ziołowej mikstury. Poza tym jest bardzo wygodne, bo ma korek (?) który po odkręceniu jest idealny do odmierzenia olejku w czasie szykowania kąpieli, a po zakręceniu można używać go jako żelu pod prysznic bo ma typowy do tego celu otwór na tzw klik. 


Do wanny wlewam hojne dwie nakrętki olejku i to wystarczy, aby powstało dużo piany.
Byłam przyzwyczajona do piany z płynów do kąpieli - czyli takiej co szybko się pojawiała i szybko znikała. Nie wiem może to była jakaś przestarzała technologia, bo tak jak wspominałam jest w konflikcie z płynami do kąpieli od lat. W każdym razie piana wytworzona przez olejek Green Pharmacy naprawdę długo się utrzymuje i miło otula w czasie kąpieli.
Poza tym całą łazienkę wypełnia przepiękny zapach róży z nutką drzewa sandałowego. Cudo! 

Co dla mnie najważniejsze, olejek (pomimo tego, że zawiera SLS) nie wysusza w ogóle mojej suchej skóry. Po kąpieli, skóra jest miękka , gładka (pięknie wygładza i zmiękcza moje suche łokcie i kolana) i lekko pachnąca. Za to i za piękny zapach najbardziej lubię ten kosmetyk.
Olejku używam także jako żelu pod prysznic i w tej roli również sprawdza się świetnie.

A co z nudą? 
Kupiłam gazety i teraz czytając je umilam sobie czas w czasie tej ogromnie odprężającej i poprawiającej humor aromatycznej kąpieli z pianką.

Podsumowując: Na pewno kupię kolejne opakowanie tego olejku, bo sprawdził się rewelacyjne. Zapachy różane uwielbiam (a Green Pharmacy genialnie je odtwarza i komponuje  z innymi zapachami, chociażby jak w przypadku tego olejku), ale może tym razem zdecyduję się na inna wersję zapachową? Troszkę ich jest do wyboru. Na pewno zimą skuszę się na wariant Mandarynka & cynamon. 


Lubicie olejki do kąpieli?

czwartek, 10 października 2013

Nivea Q10 Plus Krem energetyzujący na dzień


Podobno lepiej zapobiegać niż leczyć. Coś w tym jest - na pewno jeżeli chodzi o pielęgnację przeciwzmarszczkową skóry. 
Nivea Q10 Plus, który otrzymałam do przetestowania kila tygodni temu wydaje się do tego celu idealny!

Poznałam już (przy okazji słynnej promocji -40% w Rossmannie) Odżywczy krem nawilżający Nivea Aqua Effect dla skóry wrażliwej i byłam z niego zadowolona.
Ale Nivea Q10 Plus był dla mnie sporym zaskoczeniem. Pozytywnym!


Nivea Q10 zamknięty jest w estetycznym szklanym słoiczku co ogromnie mi się podoba. Uwielbiam kosmetyki w szklanych opakowaniach! 


Krem ma świetną konsystencję: kremowo-żelową, łatwo się aplikuje i szybko wchłania. Poza tym jest wydajny i ma bardzo przyjemny zapach - typowy dla Nivea plus lekko owocowe nuty. 

Bardzo cieszy mnie obecność SPF 15 w kremie, nie jest to wysoki filtr, ale lepsze to niż nic. 
W ogóle nie wiem dlaczego w większości (myślę, że spokojnie 80-90%) kremach drogeryjnych w Polsce nie ma filtrów... A przecież ochrona przed promieniowaniem słonecznym jest jednym z działań przeciwzmarszczkowych.


Krem poza redukcją widoczności zmarszczek ma pobudzać skórę i sprawić, że będzie wyglądała świeżo i promiennie.

Mam bardzo suchą i wrażliwą skórę i dobór kremu to dla mnie nie lada wyzwanie.  
Miałam spore obawy, że lekka konsystencja i mocny zapach może nie spodobać się mojej cerze, która potrzebuję mocnego, ale delikatnego nawilżenia i uspokojenia. 
I ten krem jej to dał!

Dobrze nawilża i pięknie wygładza skórę. Bardzo dobrze sprawdza się pod makijaż. Co mnie nieco zdziwiło, rzeczywiście poprawił koloryt mojej skóry niwelując małe zaczerwienienia. 

Co do działania przeciwzmarszczkowego nie mam  zdania, bo jak wspomniałam wyżej - na razie im zapobiegam. 

Czy polecam Nivea Q10 Plus? Czy po niego ponownie sięgnę?

Tak, jak najbardziej go polecam, szczególnie cerom suchym, wydaje mi się, że u tłustych i mieszanych może powodować błyszczenie.  
Na mojej kapryśnej skórze sprawdził się bez zarzutu. Mam tylko jedno zastrzeżenie i jedną obawę. 
Zastrzeżenie: oszczędna bestia ze mnie, więc będę polowała na promocję tego kremu, bo w normalnej cenie kosztuje 39zł - w promocji czasami nawet 29zł. 
Obawa: nie wiem jak poradzi się z corocznymi mega fochami mojej skóry w zimie, która potrafi się ekstremalnie wysuszać, buntować suchymi skórkami i reagować alergią na byle co.  No, ale to się okaże.


Lubicie kosmetyki do twarzy Nivea?

wtorek, 8 października 2013

Jesień z Yankee Candle


Jesienno-zimowych południa i wieczory kojarzą mi się się z książką, gorącą herbatą, kocem i ... zapachem wosków Yankee Candle. 
Z woskami tej firmy znam się już od dobrych 2 lat i nie sądzę żeby ta znajomość zbliżała się ku końcowi!

Najbardziej lubię zapachy ciepłe, otulające. Raczej nie lubię świeżaków. 
Kupuję głownie woski - palenie ich w kominku jak najbardziej mi odpowiada. Ale nie wykluczam, że niektóre zapachy które miałam okazję poznać mogą skusić mnie do zakupu świecy.
Uzupełniłam moje zapasy. 
Woski i samplery pochodzą z różnych źródeł (większą cześć sama kupiłam, mniejszą dostałam od koleżanki).
Moje wrażenia po ocenianiu wosków "na sucho":


Słodkości:
Vanilla Cupcake - Bogaty, kremowy aromat ciasteczek waniliowych z nutką cytryny* Wzięłam od razu 3 woski bo ten zapach uwielbiam! Chyba będzie kiedyś z tego świeca!

Christmas Cookie i Christmas Treats pachną bardzo podobnie - jak maślane, waniliowe ciasteczka. 
Kwiaty i ...kocyk:
Wspominałam już, że po świeże zapachy raczej nie sięgam. Jednak po kwiatowe jak najbardziej.

Wedding DayElegancki i subtelny zapach mieszanki kwiatowej oraz świeżych owoców*

White Gardenia - Wciągający zapach...Królewskie piękno bujnych, białych gardenii w pełnym rozkwicie*

Soft Blanket Kołysanka złożona z delikatnych cytrusów, słodkiej wanilii i ciepłego bursztynu* Kultowy zapach YC! Jestem go bardzo ciekawa.

Jesiennie:
Napa Valley Sun - zapach pełen ciepłych nut, bursztynu i wanilii. "Na sucho" pachnie pięknie, co dopiero po stopieniu w kominku.

Autumn Leaves - i tu wyjątek. Bo jest to raczej świeży zapach jesiennego powietrza, liści, owoców granatu, kwiatu pomarańczy.

Autumn Wreath -  przyprawy korzenne, cynamon i jabłka. Może być coś bardziej jesiennego?

Cozy Sweater - ciepły zapach z nutami z piżma i patchuli. 

Lake Sunset Pogodne niebo, złote promienie słońca. Zanurz się w ciepłej wodzie i poczuj zapach słodkiego piżma* 

November Rain Zapach jesiennego, ciepłego deszczu, mokrych liści, ciepłego bursztynu i rześkiego powietrza*

I dwa samplery, które zostaną przerobione najprawdopodobniej na woski:

Fresh Cut Roses - czyli różany ogród zamknięty w wosku. Również kultowy zapach YC.

French VanillaSłodki i tradycyjny zapach francuskiej wanilii* Wszystko co waniliowe biore w ciemno!



Zdradźcie jakie są Wasze ulubione zapachy świec YC!


Zdjęcia wykonałam inspirując się postem Mallene. 

*opis zapachu pochodzi ze strony Pracownia Snów

W opisywaniu nut zapachowych posiłkowałam się oficjalną stroną Yankee Candle.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...