środa, 9 kwietnia 2014

Co nowego? Znowu kosmetycznie i książkowo


Nowy miesiąc, nowa pora roku, nowe kosmetyki!
W ramach wiosennych zakupów zawędrowałam na małe kosmetyczne łowy m.in. do Rossmanna i Dayli. 


W Rossmannie kupiłam Szampon Wzmacniający Radical. 
Nie wiem co mi strzeliło do głowy kilka miesięcy temu, że kupiłam szampony Gliss Kur. Jeden pod drugim. Od kilku lat stosowałam bardzo delikatną, ziołową pielęgnację i niestety zachciało mi się odmiany co kosztowało sporo moje włosy. Wracam zatem potulnie do łagodniejszych szamponów - zaczynam od Radicala, który ma świetne opinie na KWC


Ponadto sięgnęłam po Maskę Alterra z granatem, która była w promocyjnej cenie ok 7zł. Miałam ja jakiś czas temu i sprawdzała się świetnie na moich włosach. Zobaczymy czy nadal tak na nie działa, bo potrzebuję naprawdę mocnego nawilżenia dla mojej czupryny.


W Dayli przygarnęłam mleczko Dove do skóry bardzo suchej, które było akurat w promocyjnej cenie ok. 14zł. Jest po prostu rewelacyjne! Cudownie wygładza i nawilża skórę. No i pięknie pachnie. Ostatnio zdradzałam je z Wygładzającym mleczkiem do ciała Nivea, ale nie wiem czy to moje złudzenie czy coś zmieniło się w składzie, bo nie działa tak dobrze na moją skórę jak wersja w starym opakowaniu. 
W każdym razie - mleczko Dove gorąco polecam, szczególnie sucharkom.


Przeszłam już etap antyperspirantów w kulce i sztyfcie i wracam do sprayów. Wygoda ich używania jest przewyższa stosowanie kulek i sztyftów. 
W Dayli do koszyka wrzuciłam jeden z moich ulubionych antyperspirantów: Nivea Dry Comfort. Przepięknie pudrowo pachnie i naprawdę dobrze chroni.


Kocham zapach kokosa i wszelkie zdzierako-scruby do ciała dlatego peeling The Body Shop Coconut Body Scrub musiał trafić do moich rąk!
Pachnie nieziemsko niczym słodkie kokosanki! Zobaczymy jak sprawdzi się w akcji.


Kupiłam też jeden z moich ulubionych podkładów czyli Revlon Photo Ready  w odcieniu Golden Beige. Zawsze kupowałam ten odcień, ale nie wiem czy coś zmienili razem z opakowaniem, ale wydaje mi się że jest delikatnie ciemniejszy. 
Sprawdzę  jak będzie wyglądał na twarzy.


Do koszyka wrzuciłam też mój ukochany, czarny eyeliner w kałamarzu z Rimmel: Glam'eyes, który był w promocji w Rossmannie jakiś czas temu za nie całe 20zł. Jak na razie nie znalazłam lepszego eyelinera - rysuje ładne kreski i jest banalny w obsłudze. 
A może polecicie jakiś dobry intensywnie czarny eyeliner w kałamarzu?

Źródło zdjęcia okładki  ksiażki: lubimyczytac.
Książka.
Bardzo lubię książki i filmy o perypetiach Bridget Jones . 
Szczególnie filmy - sięgam po nie często, bo w mig poprawiają mi nastrój. Dlatego kiedy doszły mnie słuchy, że lada moment pojawi się w Polsce trzeci tom perypetii Bridget Jones - Szalejąc za facetem bardzo się ucieszyłam i niemal skreślałam dni do premiery nowej części. Spodziewałam się kontynuacji drugiego tomu W pogoni za rozumem, czyli przygód Bridget budującej stały związek z Markiem Darcy...nic  z tego! Szalejąc za facetem zaskoczyło mnie niestety negatywnie- bohaterka jest po 50tce, ma dwójkę dzieci i jest wdową. Nie mam absolutnie nic do kobiet w tym wieku, matek i wdów, ale niestety ta książka jest dla mnie porażką. Czytam ją już od ponad tygodnia i idzie mi to opornie. Nie wiem czy ją skończę. Akcja właściwie stoi w miejscu, a główna bohaterka zachowuje się co najmniej dziwnie. 
Szkoda, bo tęskniłam za starą, dobrą Bridget. I Markiem Darcy! 
Dam jej szansę i przeczytam jeszcze kilka stron, ale tak jak wspominałam nie wiem czy dobrnę do końca.


A co u Was nowego?

sobota, 5 kwietnia 2014

Ulubieńcy marca

Marzec był dla mnie miesiącem, w którym czas jak szalony przeciekał mi przez palce. 
Był to także miesiąc zmian i to sporych - mam nadzieję, że na lepsze, ale to już jak wiadomo czas pokaże.
Przez to wszystko blog na jakiś czas odszedł w cień, ale już wracam, mam nadzieję, że będziemy się tutaj spotykać regularnie.

Wracam z ulubieńcami marca:

Pielęgnacja:
To był zdecydowanie miesiąc Mixy, jeżeli chodzi i pielęgnację mojej twarzy.

Mixa Płyn micelarny Optymalna Tolerancja - świetny micel, dokładnie zmywa makijaż twarzy i oczu bez pocierania. Jest bardzo delikatny, nie wysusza skóry. Nie pieni się i ma ledwie wyczuwalny zapach. Do opakowania z pompką musiałam się przyzwyczaić - na początku mnie irytowało. 

Mixa Bogaty krem nawilżający Przeciw przesuszaniu - ładnie nawilża, łagodzi i wygładza skórę. Ma delikatny, bardzo przyjemny zapach i aksamitną konsystencję. Sprawdza sie  pod makijażem i jest bardzo wydajny.

Makijaż:

Paleta Inglot PRO 10 - korzystałam z niej i właściwie tylko z niej jeżeli chodzi o makijaż oka w marcu. Używałam każdego koloru, ale jak widać po zagłębieniach we wkładach najbardziej lubię odcienie beżu. W palecie oprócz cieni Inglota mam również dwa cienie KOBO i jeden MAC. Wszystkie trzy marki mają rewelacyjnej jakości cienie - mocno napigmentowane, trwałe i  łatwe w aplikacji. Coś czuję, że lada moment zabiorę się za kompletowanie kolejnej palety "dziesiątki".

Estee Lauder Bronze Goddess - jeden z moich ulubionych bronzerów. Nadaje zdrowy efekt skóry muśniętej słońcem. Jest świetnie napigmentowany, niesamowicie wydajny i trwały.


Victorias Secret Beauty Rush Ms Mojito - delikatnie różowy błyszczyk z mnóstwem delikatnych drobinek. Nadaje niesamowity blask na ustach. Jest bardzo trwały i pachnie cytrynową bezą. Towarzyszył mi przez cały marzec w torebce.


Fitness
W zeszłym miesiącu podobnie jak i w poprzednim regularnie ćwiczyłam jak zawsze z Jillian Michaels i dziewczynami z Tone it up. Oprócz mojego ulubionego zestawu ćwiczeń z kettlem, zakochałam się ich treningu na pupę i nogi. Jest rewelacyjny i naprawdę daje popalić, jeśli oczywiście dobierzecie  sobie odpowiednie obciążenie. Wypróbujcie koniecznie!

Źródło okładek lubimyczytać:1,2.
Książki:
W marcu przeczytałam trzy ksiażki.
Pierwszą z nich była powieść Harlana Cobena Sześć lat później. Mimo początkowych zachwytów, nie uważam żeby była to jedna z najlepszych książek tego autora. Znam zdecydowanie lepsze np. Na gorącym uczynku.

Drugą przeczytaną przeze mnie książką była powieść Charlotte Link Lisia dolina Słoneczny sierpniowy dzień kończy się dla Matthew Willarda koszmarem. Wracając ze spaceru z psem, dociera na opustoszały parking, na którym powinna czekać na niego żona. Zastaje tylko samochód, po Vanessie ginie wszelki ślad. Matthew jest przekonany, że Vanessa nie odeszła z własnej woli, nie domyśla się jednak całej przerażającej prawdy: kobieta została uprowadzona. Porywacz, wielokrotnie skazany kryminalista Ryan Lee, zanim jeszcze zacznie się domagać okupu, zostaje aresztowany z powodu udziału w bójce i ląduje za kratkami. Ryan nie ma odwagi wyjawić prawdy nawet swemu adwokatowi, choć wie, jaki okrutny los czeka porwaną. Prawie trzy lata później scenariusz owych zdarzeń się powtarza. Znów w tajemniczych okolicznościach przepada bez śladu kobieta, policja jest bezradna. Nadal bowiem nikt nie wie, co takiego uczynił wówczas Ryan, który został tymczasem wypuszczony na wolność...
Książka bardzo mi się podobała, chociaż uważam, że momentami akcja była za bardzo rozwleczona. Spoglądając na oceny tej powieści na lubimyczytać spodziewałam się naprawdę rewelacyjnego i mocnego kryminału. Nie było źle, zakończenie mnie zaskoczyło, ale mogło być zdecydowanie bardziej emocjonująco.

Nadal zaczytuję się w postapokaliptycznych książkach i nadal śledzę losy bohaterów serialu Walking Dead (niestety na nowy sezon muszę czekać aż do października!), dlatego sięgnęłam  po powieść Manela Loureiro Apokalipsa Z Początek końca: W należącym do Federacji Rosyjskiej Dagestanie dochodzi do ataku ekstremistów islamskich na jedną z poradzieckich baz wojskowych. Napastnicy przypadkowo uwalniają przechowywane tam wirusy dziwnej choroby, która pustoszy coraz większe tereny, odcinając je od reszty świata. Temat ten zaczyna dominować w światowych serwisach informacyjnych, ale nikt nic nie wie na pewno. Mówi się o żywych trupach, które polują na ludzi. Poszczególne państwa wprowadzają spóźnione środki zaradcze: stan wyjątkowy, godzinę policyjną, blokadę informacji, zamknięte Bezpieczne Strefy dla zdrowych obywateli.
O tym wszystkim dowiaduje się stopniowo bohater powieści, hiszpański prawnik mieszkający pod miastem Pontevedra. Od pierwszego dnia na prowadzonym przez siebie blogu, a później w zwykłym notatniku spisuje swoje spostrzeżenia o tej odległej katastrofie. Jeszcze nie wie, że to dopiero początek apokalipsy... W poszukiwaniu bezpiecznego schronienia odbędzie wędrówkę po terenach, które kiedyś znał jako Galiciię.
Nie jest to powieść najwyższych lotów, ale łyknęłam ją w trzy dni. Pochłonęła mnie bez reszty! A wszystko przez wartką akcję. Na pewno sięgnę po kolejny tom tej powieści. Ot tak, dla rozrywki.



A co Was zachwyciło w marcu?

piątek, 4 kwietnia 2014

Co nieco o kosmetykach z walentynkowego ShinyBoxa


Na przetestowanie walentynkowego LoveBoxa ShinyBox dałam sobie sporo czasu, więcej niż zazwyczaj. Chciałam niektórym z kosmetyków znajdujących się w pudełku (mowa o tuszu do rzęs i olejku) dać więcej czasu na zrobienie na mnie wrażenia.

Co z tego wynikło? 


Bielenda Multifunkcyjny krem CC 10w1 - krem maskujący niedoskonałości do ciała. Czyli mój numer jeden tego pudełka. Wiele dobrego słyszałam o słynnych już rajstopach w sprayu Sally Hansen, dlatego chętnie zabrałam się do testowania podobnego w zamyśle produktu Bielendy. I jestem z niego bardzo zadowolona! Kolor jest bardzo naturalny, krycie również ( nogi nie wyglądają jak manekina), nie wysusza i nie smuży. Bałam się jedynie, że krem będzie brudził ubrania, ale nic takiego się nie wydarzyło! Myślę, że świetnie sprawdzi się w lecie.


Joko Maskara Queen Size - niestety, nie sprawdziła się na moich rzęsach. Nie pogrubia rzęs, mam wrażenie, że je tylko wyczesuje pozostawiając na nich niewielką ilość tuszu. 
No cóż, jak na razie żaden tusz nie może konkurować z moimi ulubionymi pogrubiającymi masakrami z Maybelline i L'oreal.


White Flower's Experience Trzy rodzaje maseczki błotnej - miałam okazje przetestować dwie i mam mieszane uczucia. Nie są złe, ale pieczenie skóry które pojawia się po ok 10 minutach, troszkę mnie do nich zniechęca. Producent co prawda informuje na opakowaniu, że pieczenie może się pojawić, ale jestem alergikiem i mnie to nieco niepokoi. Efekt jest poprawny -gładka, nawilżona o lepszym kolorycie skóra -ale niezachwycający, bo potrzebuję naprawdę mocnego nawilżenia dla mojej bardzo suchej cery.  


AromatherapyBar Olejek do masażu i kapieli Cynamonowo-pomarańczowy -  używałam go głównie do kąpieli. Pachnie przepięknie i zdecydowanie w ten sposób umila kąpiel. Po wyjściu z wanny na skórze pozostaje delikatny filtr, ale i tak muszę wspomóc się balsamem d ciała. Produkt całkiem w porządku, ale opakowanie jest bardzo małe i nie ma niestety na etykiecie informacji nt. składu tego olejku.


Goldwell Big Finish Spray do włosów - czyli lakier do włosów nadający objętość. Bardzo fajny produkt - używałam go głównie do utrwalania koczków. Trzyma mocno i na długo, ale jest bardzo wydajny i trzeba uważać żeby nie przesadzić.

Walentynkowy ShinyBox nie podbił mojego serca. 
Do gustu przypadł mi w 100% krem CC Bielendy. 


Pojawiła się już zapowiedź kwietniowego Shiny: Fit & Shape
Jestem ogromnie ciekawa tego pudełeczka, bo powstało ono z myślą o osobach dbających o aktywny tryb życia. Spodziewam się się produktów antycellulitowch, ujędrniających i antyperspirantów.

A Wy macie jakieś podejrzenia odnośnie zawartości kwietniowego Shiny?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...