sobota, 31 maja 2014

Ulubieńcy maja

Maj już prawie za nami. 
Naprawdę trudno w to uwierzyć! Wydaje mi się, że jeszcze przed chwilą był długi weekend, a tu już mamy czerwiec i lato za rogiem.

W minionym miesiącu niewiele nowych kosmetyków podbiło moje serce:
Makijaż:
Rimmel Match Perfection SPF 18 - świetny, trwały podkład. Jest niewidoczny na twarzy, daje bardzo naturalny efekt. Dobrze kryje, jest trwały i przy tym nie wysusza zbytnio mojej cery. Zdecydowanie zasłużył na osobny post!

Nawilżająca pomadka Wibo #3 - przepiękna fuksja, idealna na wiosnę i lato. Pięknie ożywia twarz, przyjemnie się nosi i nie wysusza ust.

Lovely Nude #6 -  lakier nr1 w maju, używałam go na okrągło. Piękny, delikatny i elegancki kolor, bardzo przypomina Essie Fiji. Jedyny minus to długie wysychanie.

Physician Formula Happy Booster Blush Natural - nie po raz pierwszy w moich ulubieńcach! Pozwala uzyskać naturalny rumieniec, a co za tym idzie świeży wygląd skóry.
Pielęgnacja:
Pharmaceris A Lekki krem głęboko nawilżający - pięknie nawilża, łagodzi, nie podrażnia, rewelacyjne sprawdza się pod makijażem i ma spf 20. Bardzo się z  nim polubiłam.

The Body Shop Body Butter Duo Vanilla - intensywnie pachnie nieco pikantną wanilią, rewelacyjnie wygładza i mocno nawilża i odżywia skórę. Nawilżenie utrzymuje się przez cały dzień.

 
Książki:
W maju przeczytałam cztery naprawdę ciekawe książki.
Pierwsza z nich było Wołanie grobu Simona Becketta*. Jest to czwarta i jak na razie ostatnia część serii o doktorze Hunterze. David Hunter powraca tam, gdzie wszystko się zaczęło. Na „wilgotne ponure torfowisko w Kornwalii, osłonięte postrzępionymi i nieprzewidywalnymi kurtynami mgły”. Wtedy był szczęśliwym mężem i ojcem. Wtedy praca antropologa sądowego dawała mu satysfakcję. A potem jego świat runął. Teraz ma dokończyć śledztwo, które przerwano na krótko przed jego osobistą tragedią. Doktor Hunter wraca tu, by usłyszeć wołanie grobów i skłonić zmarłych do zwierzeń
Jak zwykle Beckett mnie nie zawiódł i jego kryminał wciągnął mnie bez reszty. Gorąco polecam całą serię książek o Davidzie Hunterze i czekam na kolejny tom. Oby pojawił się szybko!

Bardzo lubię dwutomową serię Emilly Giffin o perypetiach dwóch przyjaciółek: Coś pożyczonego i Coś niebieskiego. W ogóle bardzo lubię styl pisania tej autorki, dlatego z miłą chęcią sięgnęłam po jedną z jej nowszych powieści: Pewnego dnia*Pewnego dnia w drzwiach Marianne staje osiemnastoletnia Kirby. Jedno spojrzenie wystarcza i Marianne wie, że odnalazła ją córka. Jej idealny świat rozpada się, a wspomnienia o młodzieńczej namiętności ożywają. Czy Marianne i Kirby zbliżą się do siebie? Czy zrozumieją, czego chcą? Czy wreszcie odważą się pójść za głosem serca?
Świetnie napisana powieść. Temat, niby oklepany, ale został przedstawiony w bardzo ciekawy sposób. Emilly Giffin ma niewątpliwy dar do opisywania charakterów i kontaktów międzyludzkich. Rewelacja.

W maju sięgnęłam także po biografię jednej z kobiecych ikon stylu czyli Grace Kelly. A konkretnie przeczytałam publikację Joanny Spencer Grace Księżna Monako*. Bardzo ciekawa biografia, pełna anegdot i zabawnych historii z życia Grace, a także ukazująca blaski i cienie jej "bajkowego" małżeństwa. Przeczytałam ją bardzo szybko. Polecam! 

Trzecią powieścią, którą przeczytałam w maju był drugi tom serii Apokalipsa Z Manela Loureiro: Mroczne dni*. Apokalipsa już się dokonała. Pozostał tylko jeden cel: PRZEŻYĆ! Ocaleni z apokalipsy Z docierają do jednego z ostatnich miejsc, którego nie opanowali zombi. Trafiają jednak do społeczności rządzonej przez wojskowych, pogrążonej w wojnie cywilnej, której ludność głoduje. W tych warunkach może się okazać, że ludzie są dla siebie największym zagrożeniem niż najgorsi z zombi.
Nie jest to literatura najwyższych lotów, ale tempo i niesamowite zwroty akcji wciągają bez reszty. Sięgnęłam już po trzeci tom. Polecam szczególnie fankom serialu Walking Dead.

A co Was zachwyciło w maju?

*zdjęcia okładek i opisy fabuł pochodzą ze strony lubimyczytac.pl

piątek, 30 maja 2014

3w1: Co kryje majowy ShinyBox Let's be a woman, kilka słów o kosmetykach z kwietniowego pudełka plus rabat na urodzinowe pudełko Shiny!

Kwietniowy ShinyBox niestety nie podbił mojego serca. 
Miałam nadzieję, że majowe będzie pozytywnym zaskoczeniem. Zatem co znalazło się w majowym, bajecznie kolorowym pudełeczku Let's be a woman?
Wewnątrz znajdowały się dwa pełnowymiarowe kosmetyki, pięć nieco mniejszych plus mała próbka Egyptian Magic.
Clarena Sensual Hand Cream i Clarena Silver Foot Cream - czyli duet od marki Clarena do pielęgnacji rąk i stóp. Chętnie przetestuję!
Schwarzkopf  BC Bonacure Hairtherapy Moisture Kick Beauty Balm - czyli nawilżający balsam do włosów bez spłukiwania. Przepięknie pachnie!
Hydrain Hialuro Płyn micelarny - maseczka tej marki jest moim hitem, zatem z miłą chęcią sprawdzę, jak płyn micelarny z tej samej linii sprawuje się na mojej skórze.
L'occitane Vanille & Narcisse - piękny, ciepły zapach. Kocham wanilie, więc odkąd tylko ta miniaturka wpadła w moje ręce nie rozstaje się z tym zapachem. Przypomina mi nieco jeden z moich ulubionych zapachów Viktor&Rolf Flowerbomb.
Rexona Maximum Protection Clean Scent - kiedy otwarłam pudełko i zobaczyłam znowu Rexonę nieco się rozczarowałam, ale z drugiej strony już od dawna miałam ochotę przetestować ten sztyft. Mam za sobą już kilka użyć i mogę wstępnie powiedzieć, że jest naprawdę niezły!
Balmi Truskawkowy Balsam do ust (prezent) - na moje oko jest to odpowiedz na słynne "jajeczko" Eos. Skład i zapach ma całkiem przyjemny, a że uwielbiam wszelkie produkty do ust to z miłą chęcią sprawdzę go na sobie.

Pomimo, że w pudełku znalazłam tylko 2 produkty pełno wymiarowe nie jestem rozczarowana, a wręcz zadowolona. 
Dlaczego? Bo z przyjemnością sprawdzę działanie każdego z kosmetyków.
Zawartość kwietniowego ShinyBoxa Fit&Shape była niestety sporym rozczarowaniem:

Clarena Diamentowy liftingujący krem do twarzy - bardzo przyjemny produkt, jest delikatny, ładnie nawilża (chociaż nie obraziłabym się, gdyby robił to mocniej). Bardzo dobrze sprawdza się pod makijażem. O działaniu liftingującym się nie wypowiem, bo na szczęście moja skóra jeszcze go nie wymaga.

Mythos & Flax Gabka z lufy i Żel pod prysznic - gąbka to naprawdę świetny gadżet kąpielowy, ale niestety jest dla mnie zbyt delikatna. Być może dlatego, że na co dzień do kąpieli używam mocnych zdzieraków: gąbki Syreny i okrągłej szczotki z Rossmanna. Żel pod prysznic za to sprawdził się lepiej - przyjemnie pachniał i dobrze się pienił. I co najważniejsze nie wysuszał skóry. 

Donegal lakier do paznokci i naklejki - niestety nie miałam jeszcze okazji ich przetestować, ale gdy tylko to zrobię pokaże efekty w jednym z postów.

Rexona Antyperspirant Aloe Vera - to kosmetyk który znam od lat. Świetnie chroni, przyjemnie pachnie i ma dobrą cenę. 

Syis Ampułka Antycellulitowa z kofeiną teofiliną - niestety kapsułka wystarcza tylko na jedną aplikację. Jedyne co mogę przyznać to to, że skóra po jej użyciu jest gładka i dobrze nawilżona.


Egyptian Magic - bardzo przyjemne mazidło o ładnym składzie. Używałam do pielęgnacji dłoni, stóp, łokci i ust - czyli wszystkich miejsc szczególnie podatnych na przesuszenia. Sprawdza się bardzo dobrze i jest wydajny! Okazał się ratunkiem dla moich dramatycznie przesuszonych dłoni. 
Chociaż nie ukrywam, że podobne działanie ma twardy balsam z Lawendowej farmy, być może dlatego że oba kosmetyki mają podobny skład.


Ruszyła sprzedaż jubileuszowego, urodzinowego czerwcowego pudełeczka ShinyBox 2nd Anniversary ! Jestem go ogromnie ciekawa, mam nadzieję, że znajdę tam same hity, w końcu taka okazja zobowiązuje.

Możecie zamówić to pudełeczko (klik!) z 20% rabatem! Wystarczy podać hasło: EWABLOGUJE20


Jak Wam się podoba zawartość majowego pudełeczka Shiny?

niedziela, 18 maja 2014

Co nowego? Zakupy kosmetyczne i ksiażka


Maj ostatnio nie rozpieszczał nas słoneczną pogodą. Ale za to w drogeriach rozpieszczał nas promocjami. Tu -49%, znowu tam czym innym kuszą...
Jednak chyba coś kiepsko na mnie te obniżki zadziałały, bo zawitałam tylko do Rossmanna i właściwie nie zaszalałam za bardzo. 
Kupiłam kosmetyki, które aktualnie są mi niezbędne. Jakoś odwykłam już od kupowania "na zapas" i chomikowania kosmetyków.


Micel Mixa powoli już się kończy i pomimo, że jestem z niego bardzo zadowolona to postanowiłam kupić coś nowego. Wahałam się między płynem micelarnym L'oreal a Garnier, ale zdecydowałam się na ten ostatni. Z błahego powodu - był w promocji! Poza tym słyszałam o nim same dobre rzeczy. Jestem go ogromnie ciekawa! 400ml/13zł.


Podkłady Rimmel całkiem nieźle sprawdzają się na mojej cerze. 
A że szukałam czegoś lekkiego, ale trwałego i średnio kryjącego postawiłam znowu dać im szansę i tym razem zdecydowałam się na podkład Rimmel Match Perfection. Wybrałam idealny dla mnie odcień: 200 Soft Beige. Używam go od ponad 2 tygodni w duecie z korektorem z tej samej linii i jestem z niego bardzo zadowolona. Na pewno pojawi się na jego temat osobny post. Zapłaciłam za niego w promocji ok 22zł.


W Rossmannie kupiłam też dwa lakiery. 
Jednym z nich był Lovely Nude nr6. Mogę skomentować go właściwie jednym słowem: cudo! 
Ma przepiękny, delikatny kolor mlecznego różu. Przypomina mi bardzo Essie Fiji. Wystarczą dwie warstwy dla pełnego krycia. Do trwałości też nie mam zastrzeżeń. Świetny lakier, zapłaciłam za niego w promocji ok 3zł. Nieskromnie przyznam, że nosząc go na paznokciach zbieram sporo komplementów. Gorąco polecam. 


Czerwony lakier muszę mieć w swojej kolekcji. Dlatego do koszyka wpadł lakier Rimmel 60 seconds w przepięknym krwistym odcieniu 315 Ready, Aim, Paint! Jeszcze nie miałam okazji nosić go na pazurkach, bo na tę chwilę rządzi na nich lakier Lovely Nude, ale czuję, że się polubimy.



Nadal szukam kremu idealnego. Mixa nie był zły, ale szukam dalej. Postanowiłam dać szansę tym razem specyfikowi z apteki - Pharmceris A Alergiczna i Wrażliwa Lekki krem głęboko nawilżający SPF 20. Z opisu wydaje się wręcz stworzony dla mnie. 
Udało mi się go dostać w zestawie z miniaturką kremu również z serii A Krem - ratunek do skóry podrażnionej i zaczerwienionej. Ostro zabrałam się za testowanie obu kosmetyków, zatem wkrótce zdam relacje z ich działania! Za zestaw 50ml + 15ml zapłaciłam 39zł.


Jeżeli śledzicie mojego bloga, to być może wiecie, że kocham czytać i czytam sporo. Głównie kryminały, thrillery i fantasy, ale zdarza mi się także sięgnąć po biografię. 
Zazwyczaj są to historię życia kobiet. Przeczytałam już ich kilka m.in: Marylin Monroe, Waris Dirie, a na oku mam książkę o Brigitte Bardot.
Ostatnio zaczytuję się w biografii Joanny Spencer Grace Księżna Monako. Nie ukrywam, że już od dawna chciałam dowiedzieć się trochę więcej o tej amerykańskiej aktorce i zdobywczyni Oscara. Nie przeczytałam, jeszcze zbyt wiele - jestem przed połową książki - ale już mogę przyznać, że mi się podoba. 

A co u Was nowego?

środa, 7 maja 2014

Aktualna pielęgnacja włosów, czyli włosowe hity i kity ostatnich miesięcy


Szampon szamponowi nie równy, odżywka odżywce również.
Przez ostatnie miesiące poeksperymentowałam nieco z kosmetykami do pielęgnacji włosów i przekonałam się o słuszności tego stwierdzenia na własnych...włosach.


Od dobrych kilku lat stosowałam delikatną pielęgnację włosów, szczególnie jeżeli chodzi o szampony. Ale kilka miesięcy temu porwana falą sentymentów postanowiłam dać szansę ulubionym przed laty szamponom Gliss Kur. Na pierwszy ogień poszedł...

Gliss Kur Ultimate Oil Elixir Szampon regenerujący do włosów - nowość, więc żal było nie przetestować. Niestety, zapomniałam, że szampony o nieprzezroczystej konsystencji, perłowe, na moich włosach zazwyczaj się kompletnie nie sprawdzają. No i tym razem nie było inaczej. Szampon miał piękny, złoty kolor, ale niestety nie sprawdzał się na moich włosach. Po każdym myciu zastanawiałam się co będzie po wysuszeniu włosów. W większości przypadków włosy były przyklapnięte, obciążone -przy spłukiwaniu miałam wrażenie, że na włosach i skórze głowy zostawał dziwny film. Na dodatek włosy po jego użyciu koszmarnie się elektryzowały i miałam wrażenie, że ten szampon je wysusza. Nie polecam.

Gliss Kur Oil Nutritive Szampon do włosów ze skłonnością do rozdwajania - kiedyś to był mój numer jeden. Kupowałam butelkę za butelką. Niestety, nie wiem czy to moje włosy się zmieniły czy ten szampon, ale tym razem mnie nie zachwycił. 
Było lepiej niż w przypadku jego złotego kolegi, ale i tak nie było idealnie. Włosy nie układały się jak należy i brakowało im objętości. Zdarzało mu się także przesuszać włosy. 
Nie planuję już więcej powrotów do szamponów Gliss Kur - niestety, nie sprawdzają się już na moich włosach.

Radical Szampon wzmacniający do włosów osłabionych i wypadających - potulnie wróciłam do delikatniejszej pielęgnacji kupując osławiony na KWC Radical. I jak na razie moje włosy bardzo go lubią! Bardzo dobrze oczyszcza włosy (aż skrzypią!), nabłyszcza i nie powoduje plątania. Zawiera też wysoko w składzie ekstrakt skrzypu. Włosy są dłużej świeże, sypkie, mają ładną objętość i zdrowo błyszczą. Wydaje mi się także, że delikatnie zahamował wypadanie włosów. Polecam! Szkoda tylko, że zawiera SLS.

Odżywki:
Gliss Kur Ultimate Oil Elixir Odżywka do włosów zniszczonych - czyli odżywka z tej samej serii co szamponowy bubel. Coś dla sroczek - miała jeszcze piękniejszy niż szampon złoty kolor. 
Miałam co do niej mam mieszane uczucia. Nie była aż tak zła, ułatwiała rozczesywanie, nabłyszczała, ale nie był to efekt który zadowalałby mnie w 100%. Poza tym wydawała mi się strasznie chemiczna, zresztą taki też miała zapach. Co więcej, nie miała typowej dla odżywek kremowej konsystencji - po jej spłukaniu, włosy wydawały się dziwnie tępe, nawet szorstkie, ale po wysuszeniu znowu wszystko było ok. Nie wrócę już do niej.

Ultra Doux Sekrety Prowansji Lawenda & Róża Włosy normalne - kupiłam ja jakiś czas temu w Rossmannie w Cenie Na Do widzenia za ...2zł. Jak na razie (bo jestem w połowie) sprawdza się bardzo dobrze. Jest lekka, nawilża i nabłyszcza (chociaż nie pogniewałabym się gdyby robiła to lepiej) oraz ułatwia rozczesywanie. Włosy po jej użyciu są sypkie, miękkie. Odżywka pachnie intensywnie, ale tylko lawendą. Niestety, mój nos nie wyczuwa w niej zapachu róży.  Nie jest to jakiś super-hit, ale nie żałuję tych 2zł, było warto! 

Maski i wcierki:

Po przerwie powróciłam pokornie do wcierania Jantaru w skórę w głowy. Ostatnia kuracja zakończyła się jakby nie spojrzeć sukcesem - wysypem baby hair, zatem nie miałam wątpliwości na jaką wcierkę się zdecydować. 
Jantar gorąco polecam! Sama w nią nie wierzyłam, ale pozytywnie mnie zaskoczyła.
Chociaż nie ukrywam, że kuszą mnie specyfiki Radical i coś czuję, że niedługo się zdecyduję na coś z ich linii do włosów wypadających.

W ostatnich miesiącach tak się jakoś złożyło, że nie olejowałam włosów. Za to postawiłam na mocne nawilżanie przy pomocy nawilżającej maski Alterra do włosów suchych i zniszczonych "Granat i aloes" Mocno nawilża, wygładza i pięknie nabłyszcza. Włosy są sypkie i miękkie, aż chce się ich ciągle dotykać.
Skład ma bardzo przyjemny, chociaż obecność wysoko w składzie alkoholu może niektórych zrazić - u mnie nie czyni żadnych szkód. Cudowny produkt! Tani i skuteczny - czego chcieć więcej?


Zmieniło się coś w Waszej pielęgnacji włosów?
A może ostatnio odkryłyście jakąś perełkę wśród kosmetyków do pielęgnacji włosów?

poniedziałek, 5 maja 2014

Mixa Bogaty krem nawilżający 24H Przeciw przesuszaniu - ratunek dla sucharków?


Dobór kremu do twarzy to dla mnie nie lada wyczyn.

Nie dość, że mam skórę bardzo suchą to na dodatek nadwrażliwą. 
Mało który drogeryjny krem sobie z nią radzi. No i pozostaje jeszcze bardzo ważna kwestia - poza mocnym, ale jednocześnie łagodnym nawilżaniem musi być dobrą bazą pod makijaż.

Jakiś czas temu skusiłam się na krem dla wrażliwców marki Mixa. Czaiłam się na niego od  długiego czasu, a że akurat był w promocji nie widziałam powodu, żeby nie dać mu szansy. Poza tym słyszałam o nim naprawdę wiele dobrego. Nic tylko testować.
Mowa o kremie Mixa Bogaty krem nawilżający 24H Przeciw przesuszaniu, który zawiera 10% gliceryny i  masła karite.
Wahałam się pomiędzy tą wersją a  Kremem nawilżającym 24h łagodzącym 8%, ale sformułowanie "idealny na bardzo mroźną zimę" oraz mini "test" z tyłu opakowania mnie przekonał, bo moja cera została opisana w dwóch pierwszych pytaniach:
Mnie dotyczy szczególnie drugi podpunkt czyli przesuszanie w okolicy nosa. 

Krem jest zamknięty w wygodnej tubce, która mieści 50ml produktu. Ma bardzo przyjemną, bogatą wręcz "śmietankowa" konsystencję, ale łatwo się rozprowadza i szybko wchłania. 
Pozostawia delikatny film na skórze, ale bardzo dobrze współpracuje z makijażem (o ile nie przesadzi się z niego ilością) i jest bardzo wydajny. Piękny, delikatny zapach umila jego stosowanie.

Mixa rewelacyjnie łagodzi i uspokaja wszelkie podrażnienia, niweluje suche skórki, ładnie nawilża oraz wygładza cerę.

Wszystko pięknie, a minusy? Niestety, ale dopatrzyłam się kilku.

Wydaje mi się, że jest zbyt lekki na mroźną zimę i że raczej nie poradzi sobie z ochroną mojej cery przy tak niekorzystnych warunkach. Od przedwiośnia po późną jesień - tak, ale nie  na naprawdę mroźną zimę.
Mógłby również mocniej nawilżać. Staram się raz w tygodniu nałożyć maseczkę na twarz, ale czasami zwyczajnie nie miałam na to czasu. No i wtedy, bez tego "maseczkowego kopa" przesuszenie wokół nosa powracało. Wraz z suchymi skórkami. 

Ideał? Niestety, jeszcze nie, lecz na pewno będę do niego wracać.
Ale jeżeli masz podobne problemy z cerą do moich to jest to bez wątpienia krem warty uwagi! 

Lubicie kosmetyki Mixa?
A może polecicie jakiś dobry krem dla cery przesuszonej i nadwrażliwej?

piątek, 2 maja 2014

Ulubieńcy kwietnia


Kwieceń był dla mnie kolejnym po marcu miesiącem, w którym cierpiałam na brak czasu. 
Na cokolwiek. 
Był także miesiącem który przyniósł bajeczną, wiosenną pogodę i przepięknie pachnące liliowe bzy.

Pielęgnacja:
Radical Szampon wzmacniający - po przejściach z szamponami Gliss Kur wróciłam do łagodniejszej pielęgnacji. Szampon Radical kupiłam po raz pierwszy, nie ukrywam że skusiły mnie rewelacyjne opinie na KWC. No i się nie zawiodłam. 
Szampon świetnie oczyszcza i pomimo obecności SLS w składzie, nie wysusza włosów. Są błyszczące i bardzo ładnie się układają. Polecam!

Ziaja Kozie mleko Mleczny kompres Krem pod oczy - tani a bardzo dobry! Ładnie nawilża i działa łagodząco na skórę pod oczami. 

Alterra Krem dla skóry bardzo wrażliwej - nie pierwszy raz w ulubieńcach. Świetny pod makijaż, nie powoduje błyszczenia, mocno nawilża i jest bardzo delikatny.

Makijaż:
Essence Miami Roller Girl - róż o wyrazistych kolorach idealny na wiosnę. Pięknie ożywia twarz, ale ma też swoje malutki wady - nie powala trwałością.

Maybelline The Colossal Vloum' Express Smokey eyes - świetny tusz! Pięknie rozdziela, pogrubia i wydłuża rzęsy. Jest mocno na pigmentowany, nie osypuje się. Zasłużył na osobny post! Rewelacja.

Rimmel Match Perfection korektor - używam go głownie pod oczy i w okolicach skrzydełek nosa. Spisuje się świetnie - bardzo dobrze maskuje cienie pod oczami, zaczerwienia i jest trwały.

  
Źródło okładek i opisów fabuł lubimyczytac.pl 

Książki
W kwietniu przeczytałam trzy książki: jedną rewelacyjną, dwie nieco słabsze.

Pierwsza z nich była trzecia część przygód Bridget Jones: Szalejąc za facetem Helen Fielding. Pisałam o niej już poprzednio i zdania nie zmieniłam: mocno się na niej zawiodłam. 

Drugą był thriller Simona Becketta Szepty zmarłych
To już trzeci tom kryminalnych przygód antropologa Davida Huntera. Rewelacyjny kryminał. Trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Jeżeli szukacie naprawdę dobrego kryminału od którego nie będziecie mogły się oderwać - jak najbardziej polecam.

Wczoraj skończyłam czytać książkę fantasy Malowany człowiek Petera V. Bretta. Zaszczuta i zdziesiątkowana ludzkość przeklina noc. Z każdym zmierzchem, w oparach mgły, nadchodzą opętane żądzą mordu bestie. Przerażeni ludzie chronią się za magicznymi runami. Usiłują wymodlić dla siebie i najbliższych kolejny dzień życia. Rzeź ustaje bladym świtem, gdy światło zapędza demony z powrotem w Otchłań. Rosną odległości między pustoszejącymi osadami. Wydaje się, że nikt ani nic nie zdoła powstrzymać otchłańców, kładąc tym samym kres zagładzie. W tym dogorywającym świecie dorasta troje młodych ludzi. Bohaterski Arlen, przekonany, że większym od nocnego zła przekleństwem jest strach przepełniający ludzkie serca. Leesha – jej życie zrujnowało jedno proste kłamstwo – nowicjuszka u starej zielarki, bardziej chyba przerażającej od krwiożerczych potworów. I Rojer, którego los na zawsze odmienił wędrowny minstrel, wygrywając mu na skrzypkach skoczną melodię. Tych troje ma coś wspólnego – są uparci i przeczuwają, że prawda o świecie nie kończy się na tym, co im powiedziano. 
Mam co do niej mieszane uczucia. Pomysł na fabułę ksiażki ardzo dobry, gorzej z wykonaniem. Czuję niedosyt, ale myślę, że z czasem sięgnę po kolejne tomy.

A co trafiło do Waszych ulubieńców kwietnia?

czwartek, 1 maja 2014

2w1: Co kryje kwietniowy ShinyBox Fit & Shape oraz garść recenzji kosmetyków z marcowego ShinyBoxa


Zawartość kwietniowego ShinyBoxa ogromnie mnie ciekawiła.

Kwietniowe pudełeczko ma hasło przewodnie: Fit & Shape, zatem spodziewałam się peelingów, kremów na cellulit lub kosmetyków ujędrniających.
A co tak naprawdę się w nim znalazło? 

 Clarena Diamentowy Krem Liftingujący do twarzy na dzień - cena dosyć wysoka: 99zł/50ml, zobaczymy co zdziała na mojej skórze. Ma poprawić koloryt i przywrócić blask skórze - czyli specyfik w sam raz dla zmęczonej zimą cery.

Mythos & Flax Żel pod prysznic & Gąbka Antycellulitowa z luffy - mini żel zawsze się przyda, a gąbka wygląda ciekawie, ale troszkę się jej obawiam. Miałam już kiedyś podobną i rozsypała się po kilku użyciach... Ale zobaczymy czy przebije moją ukochaną gąbkę Syrenkę.

Donegal Lakier do paznokci  + Naklejki - niestety, lakier trafił mi się w ciemnogranatowym kolorze, ale być może się do niego przekonam. 
Jestem bardzo ciekawa naklejek ( na szczęście w kolorze różowym! ), miałam już kiedyś taki wynalazek od OPI i  byłam z niego bardzo zadowolona.

Sysis Ampułka antycellulitowa - wątpię, żeby pojedyncza dawka uzdrowiła moją skórę, no ale dam jej szansę! Bardzo lubię testować antycellulitowe specyfiki, więc tak czy inaczej jestem ciekawa jej jednorazowego działania.

Rexona Antyperspirant Aloe Vera - używałam go przez lata! I to w tej wersji zapachowej. Miło będzie wrócić do tego kosmetyku, ale nie ukrywam, że Rexony w pudełku Shiny kompletnie się nie spodziewałam...

 W pudełeczku znalazłam także niespodziankę dla ambasadorek ShinyBoxa: krem Egyptian Magic. Skład ma obiecujący, więc na pewno go wypróbuję. 
Chociaż nie ukrywam, że jego opakowanie wygląda mało...profesjonalnie, co wywołuje u mnie lekkie obawy.

Podsumowując: W tym miesiącu jest mocno średnio. Być może sama się nakręciłam i po pudełku sygnowanym hasłem Fit & Shape spodziewałam się jakiejś super-ekstra-rewelacyjnej zawartości. Z chęcią wypróbuję krem Clarena, naklejki Donegal i gąbkę z luffy. 

W marcowym pudełku ShinyBox znalazłam sporo ciekawych kosmetyków, których działanie miałam już okazję sprawdzić (zresztą nie tylko ja sama):

Delawell Zmysłowy Scrub Solny - cudeńko. Nie zawiera bardzo ostrych drobinek, ale i tak świetnie wygładza skórę i pięknie, owocowo pachnie.

Organique Biała glinka - znowu bardzo dobry produkt od Organique. Glinkę mieszałam z hydrolatem i kilkoma kropelkami olejku arganowego. Skóra po jej użyciu jest gładka, nawilżona, miękka i rozjaśniona. Jednak jest z nią troszkę zabawy - wiadomo, trzeba ją z czymś skomponować, a gotowe maseczki używa się dużo szybciej.

Balneo Kosmetyki Malinowy Zdrój Żel do twarzy - jako, że mam suchą cerę, żel przejęła moja druga połówka. Z jego relacji wiem, że żel bardzo dobrze myje skórę, oczyszcza, usuwa sebum, a drobinki delikatnie peelingują cerę. Ogólnie produkt na plus.

Orginal Source Żel pod prysznic - pachnie przecudnie! Mocny i intensywny zapach ananasa przyjemnie umila kąpiel. Dobrze się pieni i myję skórę, jednak lekko ją wysusza.

Bioderma Sebium Pore Refiner Krem i Paulas Choice - niestety moja sucha skóra nie pozwoliła mi na zastosowanie tych kosmetyków.

W pudełeczku znalazłam także garść próbek kosmetyków do twarzy Clochelle
Co prawda próbeczki były bardzo małe, ale skutecznie rozochociły mnie i na pewno przyjrzę się bliżej kosmetykom tej marki.

 W marcu otrzymałam także zestaw Anatomicals.
Z tej czwóreczki miałam okazję przetestować tylko sól do kąpieli, która sprawdziła się znakomicie. Przepięknie pachnie różami! 

Marcowe Shiny oceniam bardzo na plus, chociaż żałuję, że pudełeczka nie są personalizowanie - bo trafiły do mnie trzy kosmetyki dla cery tłustej. 
Bardzo polubiłam się z białą glinką Organique, peelingiem Delawell i maluszkami od Clochee

Pojawiła się już także zapowiedź majowego pudełka Let's be a woman:


Mam nadzieję, że będzie lepsze niż Fit & Shape.

A jak Wam podoba się zawartość kwietniowego pudełka Shiny?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...