poniedziałek, 22 grudnia 2014

Planeta Organica Kremowy Scrub do skóry suchej i wrażliwej

Długo szukałam naprawdę dobrego peelingu do twarzy dla suchej i wrażliwej cery. 
Enzymatyczne? Owszem są całkiem ok, ale to nie to samo co peeling mechaniczny. Od lat byłam wierna drobnoziarnistemu peelingowi Perfecta, bo niestety żaden inny nie sprawdzał się lepiej lub nawet porównywalnie dobrze. 
Około miesiąc temu podczas zakupów na stronie Skarby Syberii do wirtualnego koszyka wrzuciłam Scrub do skóry suchej i wrażliwej marki Planeta Organica.
Peeling nie miał wielu ocen na KWC, ale wszystkie były pozytywne. Skład, cena (akurat był w promocji i te dwie opinie na KWC skutecznie mnie przekonały. I nie żałuję!

Scrub zamknęty jest w bardzo estetycznym, prostym plastikowym słoiczku.

 
Scrub ma postać bardzo gęstej pasty z zwieszonymi w niej drobinkami.
Do wykonania peelingu wystarcza mi mała porcja wielkości dużego orzecha laskowego. Pasta po zetknięciu z wilgotną skórą zmienia swoją konsystencję na przyjemnie kremową, lekko się pieni. Liczne drobinki nie rozpuszczają się, więc możemy polerwać skórę jak długo chcemy. Scrub cudownie pachnie jak słodkie waniliowo-pomarańczowe ciasteczka.
Peeling ma bardzo przyjemny skład, napakowany naturalnymi dobrociami. Znajdziemy w nim m.in: masłem Shea, masło kakaowe oraz sporo ekstraktów i olejków roślinnych.
Efekt?
Po peelingu skóra jest bardzo gładka, mięciutka i lekko rozjaśniona. Zero podrażnień, ściągnięcia czy przesuszenia! Scrub pozostawia bardzo delikatny film na skórze.

Peeling Planeta Organica zostanie ze mna na dłużej! Na pewno znowu go kupię, ale nie prędko, bo scrub jest niesamowicie wydajny.

Znacie i lubicie kosmetyki Planeta Organica?

niedziela, 14 grudnia 2014

Evree Max Repair - regeneracja na maksa? + wyniki rozdania

Wraz z nadejściem chłodniejszych miesięcy moja skóra zaczyna strajkować. I to na całego! 
Staje się napięta, przesuszona, szorstka i nadwrażliwa. Naprawdę niewiele kosmetyków potrafi ją skutecznie spacyfikować. 
Oczywiście mam kilka swoich pewniaków w pielęgnacji, ale z chęcią testuję nowości - wiadomo kto wie czy nie okażą się jeszcze większym hitem niż te już znane.

Przez ostatni miesiąc testowałam Regenerujący krem do rąk i Balsam do ciała Evree z serii Max Repair. Z tą raczej mało znaną marką miałam już wcześniej styczność - używałam namiętnie ich rewelacyjnego peelingu do stóp.
Regenerujący krem do rąk do bardzo suchej i podrażnionej skóry zamknięty jest w czerwonej, miękkiej tubie z wygodnym zamknięciem. Producent obiecuje intensywne nawilżenie i uelastycznienie skóry dłoni. No i deklaruje, że kosmetyk jest wolny od parabenów barwników i olejów mineralnych. Rzeczywiście, skład wygląda ciekawie:
Wysoko w składzie znajduje się m.in. gliceryna, mocznik, olejek migdałowy, masło shea, olejek awokado i wosk pszczeli. Brzmi bardzo obiecująco! Ale moje dłonie są niesamowicie spierzchnięte, zniszczone i przesuszone - zatem krem miał naprawdę wysoko postawioną poprzeczkę.
Krem ma lekką konsystencję, łatwo rozrowadza się na dłoniach od razu mocno je wygładzając. Wchłania się szybko, ale na skórze pozostaje wyczuwalna warstewka ochronna. Niestety, jego zapach mnie nie porwał - pachnie lekko mydlanie. Pomimo to polubiłam się z nim, bo naprawdę nieźle radził sobie z nawilżaniem, a przede wszystkim wygładzaniem i zmiękczaniem skóry dłoni. Jednak stosowałam go głównie w ciągu dnia - niestety na noc jest dla mnie za słaby, ale ja na noc najczęściej stosuję konkretne gęste tłuściochy (pokroju mojej ulubionej Mixy Lipidowej), na które zakładam bawełniane rękawiczki. 
Balsamy do ciała Evree kilkakrotnie zwróciły moją uwagę na półce w Rossmannie, ale jakoś nigdy wcześniej o nich nie słyszałam, ani nie czytałam i co u dużo gadać - bałam się zaryzykować. Jednak gdybym wczytała się w skład, myślę, że byłoby inaczej:
Podobnie jak w przypadku kremu producent zapewnia o braku obcności parabenów, barwników i olejów mineralnych w balsamie Max Repair, za to wysoko w składzie znajduję się znowu: gliceryna, mocznik, olej migdałowy, słonecznikowy, arganowy, masło shea... Brzmi nieźle.
Balsam ma gęstą konsystecję,ale pomimo to nie mam problemów z rozprowadzaniem go na wilgotnej po kąpieli skórze. Przyjemnie otula moją suchą i naprawdę nierzadko podrażnioną skórę ochronną warstewką. Efekt to bardzo gładka, miękka i nawilżona skóra bez podrażnień. Balsam jest również bardzo wydajny. Wszystko było by piękne gdyby nie jeden zgrzyt dosyć dla mnie istotny, a mianowicie podobnie jak w przypadku kremu do rąk chodzi o zapach. Jest dla mnie za...świeży. Przynajmniej jak na tę porę roku. Jak może wiecie jest wielką fanką zapachów słodkich (wanilia, kokos to jest to!) lub lekko perfumeryjnych. W balsamie Evree wyczuwam głównie zapach melona. Gdyby nie zapach myślę, że nasza przyjaźń trwałaby dłużej niż to jedno opakowanie, bo nie mogę mu odmówić dobrego wpływu na moją skórę sucharka.

Znacie kosmetyki Evree?

Czas na wyniki rozdania!
Listopadowy ShinyBox trafi do:

Śnieżkiraj


Gratuluję i już piszę do Ciebie maila!

wtorek, 9 grudnia 2014

PRZYPOMINAJKA: Ostatnie 24h rozdania: Wygraj ShinyBox Listopad 2014!

Przypominam, że do jutra (tj. 10.12.2014), do godziny 18:00 można wziąć udział w rozdaniu, w którym do zgarnięcia jest listopadowe pudełko ShinyBox wraz z niespodziankami od sklepu Pewex.

Więcej informacji tutaj: KLIK


środa, 3 grudnia 2014

Ulubieńcy listopada

Czas pędzi jak szalony - to wiemy wszysycy. Ale szybkość z jaką minął mi listopad jest po prostu dla mnie niepojęta. Wydaje mi się, że jeszcze chwilę temu wszędzie królowało Halloween, a tu już mamy grudzień. 
Jednak mimo błyskwicznie mijających dni kilka kosmetyków skradło moje serce w minionym miesiącu.
Pielęgnacja. Na niej skupiam się w chłodniejszych miesiacach jeszcze bardziej niż zazwyczaj:

Biały Jeleń Hipoalregiczny płyn micelarny - rewelacyjnie zmywa makijaż, jest delikatny i nie wysusza delikatnej skóry wokół oczu. Pięknie pachnie, mój nos wyczuwa w nim zapach fiołków.

Planeta Organica Kremowy Scrub do twarzy dla skóy suchej i wrażliwej - po prostu świetny zdzierak do twarzy. Ma formę gęstej pasty z mnóstwem drobinek, która podczas wcierania w skórę zmienia konsystencję na kremową. Pięknie wygładza skórę nie podrażniając jej. Jest niesamowicie wydajny i  ma świetny skład. Pachnie waniliowo-pomarańczowymi ciasteczkami.

The Body Shop Cocnut Body Scrub - znowu peeling, ale tym razem do ciała. Przecudnie pachnie, apetycznym, słodkim kokosem, bardzo dobrze ściera martwy naskórek pozostawiając skórę miękką i gładką. Niestety, jego wydajność nie zachwyca.
Makijaż:
Catrice C'mon Chameleon! - odgrzebany z dna kosmetyczki hit: cień kameleon, dupe MACowego Club łączący odcienie brązu, szarości i zieleni. Świetnie wygląda solo na powiece, jak i tylko w załamaniu. 

W7 Bronzer Honolulu - uwielbiam go przede wszystkim za chłodny odcień. Nadaje efekt skóry muśniętej słońcem. Minusem jest jego tekturowe opakowanie - urocze, ale nietrwałe niestety.

Wibo Extreme Nails - klasycznie czarny lakier o mocnej pigmentacji, dobrym kryciu i ładnym połysku. Jest też trwały - na pazkociach wytrzymuje bez zarzutu ok 4 dni.

Książka
Lubię czytać książki postapokaliptyczne. Jedyną z nich była Piąta Fala Ricka Yanceya, która przeczytałam jakiś czas temu. Zatem kiedy odkryłam, że w Polsce ukazała się jej druga część: Bezkresne morze wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Książkę czyta się błyskawicznie, bo wciąga bez reszty. Jest to literatura raczej młodzieżowa (bohaterowie to nastolatki), ale mnie to nie przeszkadza. Jeżeli lubicie klimaty postapokaliptyczne z elementami Sci-fi to koniecznie sięgnijcie po na razie dwutomową serię Yancey'a Piąta fala.

A co Was zachwyciło w listopadzie? 


poniedziałek, 1 grudnia 2014

3w1: Co kryje listopadowy ShinyBox oraz kilka słów o kosmetykach z październikowego pudełka + ROZDANIE! [zamknięte]

Listopadowy ShinyBox mnie zaskoczył. Pozytywnie.
Po pierwsze tym, że pudełko powstało we współpracy ze sklepem Pewex , niespodzianką od tegoż sklepu i co najważniejsze świetną zawartością:
W pudełku znalazłam sześć produktów pełnowartościowych - cztery do pielęgnacji i dwa do makijażu
Organique Eternal Gold Złoty peeling cukrowy - mój absolutny hit z listopadowego Shiny! Uwielbiam cukrowe peelingi, a ten nie dość, że spełnia ten warunek to zawiera olejki oraz fenomenalnie pachnie: słodko, ale z nutą lawendy. Nie mogę się doczekać pierwszego użycia. 68zł/200ml
Bania Agafii Balsam do włosów Aktywattor wzrostu - faza na kosmetyki rosyjskie trwa  (u mnie się dopiero zaczęła w zeszłym miesiącu) i bardzo ucieszyła mnie obecnośc tego balsamu w pudłeku. Chętnie wypróbuję! 6zł/100ml
Nu Zmywacz do paznokci w chusteczkach - przede wszytskim - bardzo estetyczne opakowanie. W poprzednim Shiny również trafiły do mnie chsteczki i byłam z nich całkiem zadowlona. Zobaczmy jak te się spawdzą. 19zł
Mariza Pomarańczowy peeling do ust - nigdy peelingów do ust nie miałam (poza rewelacyjną pomadka peelingującą z cukrem Sylveco) zatem z miłą chęcią sprawdzę ten przepięknie pachnący pomarańczą cukrowy zdzierak. 10zł
Joko Baza pod cienie - akurat skończyła mi się baza pod cienie, a o tej wiele dobrego słyszałam zatem pudełko Shiny idealnie się wstrzeliło! 23zł
APC 5 cieni w kuleczkach - kolory fajne, pigmentacja też niezła, niestety gorzej z ich formą. Nie wiem jak będzie wyglądała ich aplikacja. obawiam się, że może być problem z nabieraniem cieni na pędzelek. Zastananwiam się nawet czy nie robić z tych kuleczek pyłku. 65zł/5szt
A oprócz kosmetyków znalzłam dwie niespodzniaki od sklepu Pewex:
Koszulkę (świetna jakościowo!) i torbę, w której w sekundzie się zakochałam! Jest z grubego mięsistego materiału, ma mocne uszy, zabawny zimowy nadruk i co najważniejsze - w środku sporą kieszonkę na suwak. Dla mnie bomba.

Podsumowując: Dla mnie pudełko rewelacja. Każdy z kosmetyków znajdzie u mnie zastosowanie i trafia w mój gust i potrzeby. No, może poza cieniami, ale znajdę na nie sposób.
Październikowe pudełko ShinyBox Think Pink również miała ciekawą zawartość:

Norel Żel ujędrniający biust - dobrze nawilża i wygładza, delikatnie napina. Ma świetną żelowo-kremową konsystecję, szybko się wchłania. Polubiłam się z nim.
Yasumi Clean&Fresh Silky Powder - produkt o ciekawej konsystencji pudru który zamienia się w piankę podczas mycia. Niestety, lekko wysuszał cerę i nieco przeszkadzała mi fakt, że nie można nim myć oczu. 
Biały Jeleń Hipalergczny płyn micelarny - rewelacyjny płyn micelarny: delikatny, ale skutecznie zmywa makijaż, nie wysusza skóry. Ślicznie pachnie, jakby fiołkami. Na pewno będę szukać go na półkach sklepowych.
Isadora Pomadka Perfect Moisture Lipstick - przyjemna pomadka w nudziakowym kolorze. Nie wysusza ust, lekko po nich sunie, jest dobrze napigmentowana.
Lichtena Krem dla skóry suchej i wrażliwej- świetny krem, w sam raz dla mojej przesuszonej cery. Niesasmowicie łagodzi i odżywia skórę, niweluje też suche skórki.
Paese Utwardzacz diamentowy - niestety nie miałam wielu okazji żeby go użyć w zeszłym miesiącu, ale na pewno to nadrobię.

Listopadowe pudłeczko Shiny możecie kupić z 10% zniżką wpisując w formularzu zamówienia hasło: TOWAR1KLASA lub... wygrać je w moim rozdaniu!

Do wygrania Listopadowe pudełko ShinyBox Towar Pierwsza klasa wraz z niespodziankami od sklepu Pewex!

Co zrobić żeby mieć szanse je dostać? 
1. Być/zostać publicznym obserwatorem mojego bloga
2. Dodatkowym losem będzie polubienie strony mojego bloga na Facebooku
3. Pozostawienie pod tym postem komentarza z:

  • Nazwą pod jaką obserwujesz mojego bloga i adres mailowy
  • I dodatkowy los (nieobowiązkowy): czyli Twoje imię i dwie pierwsze litery nazwiska pod którym polubiłaś moją stronę na Facebooku

Przykro mi, ale nie wysyłam poza granice Polski :( 

Rozdanie trwa od dziś (tj. 1 grudnia 2014) do godziny 18:00. 10 grudnia 2014. 
Wyniki (mam nadzieję) podam już 10 lub 11 grudnia 2014 na blogu.

Powodzenia! 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...