sobota, 28 marca 2015

Co nowego? Marcowe zakupy: Hebe, Rossmann + książki

Mieli pojawić się ulubieńcy, ale będą kosmetyczne zakupy marca! 
Nie jest to jakiś ogromny zbiór, ale jest w nim sporo nowści. A co do ulubieńców to przyznaję, że nie mam nic nowego do pokazania - dokładnie każdy kosmetyk z lutowych wybrańców sprawdził się rewelacyjnie w marcu, żaden nowy kosmetyk nie podbił mojego serca.
Krem Alterra z winogronami i białą herbatą na noc spawdza się na mojej cerze rewelacyjnie. Dlatego też zdecydowałam się na wersję na dzień. Zbliża się wiosna i moja cera wariuje, więc cieżko mi ocenic jak ten krem sobie radzi z moją kapryśną skórą. W każdym razie używam go od dwóch tygodni i sprawuje się całkiem nieźle.
W końcu wykończyłam wszystkie balsamy i mogłam wybrać w Rossmannie coś nowego. Padło na Ujędrniające mleczko do ciała dla skóry suchej Nivea. Nie liczę na jakieś spektakularne działanie napinające, ale mam nadzieję, że chociaż troszkę wygładzi, ujędrni skórę i mocno ją odżywi.
Nie odkryłam lepszych żeli pod prysznic od produktów Dove. A wersja Pistacja & Magnolia to po prostu poezja! Uwielbiam ten ciepły i otulający zapach i jest to już moja o ile się nie mylę trzecia butelka. Rewelacja, oby tylko jej nie wycofali.
Jakiś czas temu kupiłam zachwalany dosyć mocno w sieci żel pod prysznic Lirene Różany Ogród. O ile zapach przypadł mi do gustu, niestety zdarza mu się troszkę przesuszać skórę. Brakuje mi w nim tej kremowości żeli Dove. Ogólnie produkt na plus, ale nie wiem czy wrócę do niego.
Uwielbiam pomadkę klasyczną Bebe Young Care, więc gdy wypatrzyłam nowośc czyli balsam do ust z kolorem, nie mogłam się nie skusić. I bardzo dobrze ta pomadka - w wersji różowej - towarzyszy mi niemal codzienie. Daje na ustach inny efekt niż wszystkie znane mi barwione pomadki pielęgnacyjne - jest od nich bardziej sucha przez co na ustach wygląda matowo. Świetna.
Rimmel wprowadza nowe lakiery 60 sec dlatego też w Rossmannie trwa wyprzedaż lakierów z tej serii. Przygranęłam moją ukochaną czerwień 315 Ready, Aim, Paint! i róż z kolekcji Rity Ory 323 Don't be shy. Zapłaciłam 5zł za sztukę i teraz żałuję, że nie wzięłam innych kolorów, bo uwielbiam te lakiery.
W Hebe trwa promocja na podkłady L'oreal, Max Factor, Maybelline, Rimmel, Bourjois i Catrice. Wybrałam się po L'oreal True Match, ale niestety, w moim Hebe został bardzo mały wybór odcieni. Stwierdziłam, że wybiorę coś dla siebie z Bourjois, ale żaden odcień nie pasował do koloru mojej cery. Mam wrażenie, że kolory w drogeriach zaczynają się od bieli przez jasny beż, a potem już jest tylko ciemny pomarańcz. Nic pomiędzy. Nie mam jakiejś wybitnie ciemnej karnacji, ale czasami ciężko mi się wstrzelić w paletę podkładów. Dlatego przygarnęłam jednego z moich ulubieńców czyli Rimmel Match Perfection (20,99zł) i zdecydowałam się jeszcze na Max Factor Colour Adapt (29,99). Nie miałam wcześniej podkładów tej marki więc jestem go bardzo ciekawa.
Woski Yankee Candle ubóstwiam, topiłam je w kominku przez cały jesienno-zimowy sezon i przyznaję że były to głównie zapachy ciepłe i otulające np. Black Coconut, Cosy Sweater czy Lake Sunset. Chciałam wypróbować coś lżejszego, letniego i - zupełnie nie w moim stylu - owocowego dlatego zdecydowałam się na Mango Peach Salsa. Zobaczymy czy się polubimy.
Jak może wiecie uwielbiam książki kucharskie, szczególnie te o słodkich wypiekach, dlatego z radością wymieniłam w Lidlu sześć naklejek na ksiażkę Cukiernia Lidla Pawła Małeckiego. Świetna książka, przepięknie wydana, pełna rewelacyjnych przepisów. Właściwie każdy przepis jest wykonalny bo zawiera składniki ogólnie dostępne. 
Kupiłam także książkę Rachel Khoo Mała Paryska Kuchnia. Jest również przepięknie wydana i zawiera mnóstwo ciekawych przepisów kuchni francuskiej, którą nie ukrywam chciałabym bliżej poznać, bo niemal wszysycy o niej mówią, a mało kto potrafi coś z niej ugotować.

A co u Was nowego?

sobota, 21 marca 2015

2w1: co kryje marcowy ShinyBox oraz kilka słów na temat kosmetyków z lutowego pudełka

W marcowym pudełku ShinyBox o wiele obiecującej nazwie Girl on fire spodziewałam się znaleźć m.in. czerwoną pomadkę i eyeliner skoro pudełko ma taką, a nie inną nazwę. Ale w sumie to byłoby zbyt banalne. I chyba było, bo nie trafiłam!
W pudełku znalazłam 5 produktów pełnowymiarowych i jedną miniaturkę. W tym gronie znalazł się jeden kosmetyk kolorowy
Świt Pharma Skarpetki do stóp - najpierw się ucieszyłam, że to cos a'la rewelacyne skarpetki złuszczające mrtwy naskórek które miałam już okazję testować. Jednak to nie to! To skarpetki nasączone obroczynymi dla skóry składnikami. Chętnie sprawdzę jak działają. 15zł

Dove Mydełko Beauty Bar - uwielbia mydełka Dove, znam je nie od dziś, więc na pewno się nie zmarnuje. 6zł (cena moim zdaniem mocno zawyżona, wydaje mi się, że kupuję t mydełka w okolicach 3,5zł)
Mokosh Glinka biała - miałam już przyjemnośc używać białej glinki w maskach do twarzy i byłam całkiem zadowlona, zobaczymy czy ta też się sprawdzi. 23zł
Delawell Olejek Awokado 100% Organic - ogromnie ucieszyła mnie obecność tgo kosmetyku w pudełku! Już od dawna miałam ochotę na wypróbwanie olejku awokado na mojej twarzy i włosach. Ogromny pluś za opakowanie z pipetką. Rewelacja! 22zł
Etre Belle Wodoodporna kredka do oczu - ... w kolorze czarnym. Zobaczymy jak się sprawdzi, zapowiada się nieźle - ma ładną pigmetację i jest miękka. 38zł

Goldwell Krem do stylizacji Superego - czyli wspominana wcześniej miniaturka. Producent obiecuje zwiększenie objętości, poprawę sprężystości i elastyczności włosa. Jeszcze nie do końca mam plan jak użyję tego specyfiku na moich długich włosach, no ale zobaczymy. 57zł za pełnowymiarowe opakowanie.
W lutowym pudełeczku najbardziej do gustu przypadło mi ... Mydełko BIO omega Biały Jeleń. Było bardzo delikatne, kremowe, nie wysuszało i miało przyjemny zapach. Myłam nim nawet twarz! Kolejnym świetnym produktem jest bez wątpienia Maska Drożdżowa Bania Agafii. Mam ją już od dawna, zatem egzemplarz  z ShinyBoxa trafił do zapasów. Co ciekawe nie zachyciła mnie pod względem działania na włosy - bo słabo je odżywia - a jako środek na porost włosów. Po tej maseczce zauważyłam sporo baby hair i zmnejszenie wypadania. Dobrze spisywało się także serum do paznokci SYIS - rosły po nim bardzo szybko i stały się na moje oko odrobinę mocniejsze. Z kremu pod oczy Visage Parfait, również jestem zadowlona, ale nie mogę zbyt wiele na jego temat powiedzieć, poza tym, że ładnie nawilża, bo używam go od tygodnia. Maseczki do twarzy Yasumi nie miałam jeszcze okazji używać, natomiast sporym rozczarowaniem był dla mnie Żel pod prysznić Senses Vanilla FM Group. Owszem, mocno pachniał moją ukochaną wanilią, ale był to zapach niezwykle sztuczny. Poza tym dobrze się pienił oraz nie przesuszał skóry, ale niestety sztuczny zapach mnie skutecznie do niego zniechęcił.


A jak Wam się podoba zawartość marcowego Shiny?

niedziela, 15 marca 2015

Ecolore: róż mineralny Pumpkin Spice & cień do powiek Golden Rain czyli moje pierwsze spotkanie z kosmetykami mineralnymi

Kolorowe kosmetyki mineralne. Kto o nich nie słyszał? 
Sama zaczytuję sie w informacjach i zachwytach na ich temat i jakoś zawsze było mi z nimi nie po drodze. Może nie tyle dosłownie z nimi, co z ich zakupem. I nie wiem czy to przez to, że po prostu zawsze jakieś inne drogeryjne kosmetyki zabierały mi uwagę czy może przez brak odwagi? Dlatego gdy nadarzyła się okazja przetestowania kosmetyków  mineralnych polskiej marki Ecolore -  nie wahałam się ani chwili.
Trafiły do mnie dwa kosmetyki pełnowymiarowe i dwie próbki podkładów. Produkty Ecolore zamknięte są w w plastikowych słoiczkach z wygodnym, bardzo szczelnym, aplikatorem, a dokładniej: zasuwanym siteczkiem dozującym kosmetyk.
Jednym z pełnowyiarowych kosmetyków był róż do policzków o jesiennie brzmiąco nazwie: Pumpkin Spice. I od razu się przynam: absolutnie skradł moje serce.
Producent opisuje ten odcień jako: Różowo-brązowy, sprawdzający się zarówno w roli różu jak i bronzera. Myślę jednak, że w roli bronzera może sprawdzić się średnio, bo Pumpkin Spice w opakowaniu wygląda jak piękny mix różu i brzoskwini z mikroskopijnymi drobinkami, a na policzku odcień brzoskwiniowy przeważa.
Trochę obawiałam się tych drobinek, bo lubię matowe róże do policzków, ale przy blendowaniu gubią się i dają przepiękny satynowy efekt. Twarz wygląda na wypoczętą i świeżą. 
Róż ma przyjemną drobnozmieloną, miękką konsystencję, jest bardzo dobrze napigmentowany - wystarczy dosłownie malutki pyłek żeby pięknie podkreślić policzki. Trwałość również na plus, w nienagannym stanie brzoskiwniowo-różowy rumieniec świetnie preznteuje się przez ok. 5 godzin. 
Jestem absolutnie oczarowana tym kosmetykiem. Na pewno kupię inną wersję kolorystyczną, bardziej różową: aktualnie waham się pomiędzy Cute Watermelon a Cassabella. 
Drugim pełnowymiarowym kosmetykiem był cień do powiek w odcieniu Golden rain, który opisywany jest jako: Ciepły, lśniący złocisto-beżowy odcień. Według mnie jest to przepiękny, niesamowicie połyskliwy cień w szampańsko-złotym odcieniu roziskrzony mnóstwem drobinek. 
Ma bardzo dobrą pigmentację i pomimo, że ma sypką formę nie sprawia problemów podczas aplikacji na powieki. Cień daje satynowy rozświetlony efekt na skórze, zatem najczęściej używałam go do rozświetlania kącików oczu oraz łuku brwiowego, ale także na całą powiekę. Zedecyowanie lepiej sprawuje się nałożony na inny cień niż na samą bazę, ale być może muszę jeszcze dopracować aplikację na sucho na całą powiekę. 
Polubiłam się z nim i mam chrapkę na kilka innych odcieni z oferty Ecolore, ale zdecydowanie róż jest moim numerem jeden jeżeli miałabym wybierąć spośród tej dwójki.


Znacie kosmetyki Ecolore?

poniedziałek, 2 marca 2015

Ulubieńcy lutego

Mamy już marzec i wiosnę dosłownie za rogiem. Nie wiem jak to się stało, ale czas od Świąt Bożego Narodzenia do marca przemknął mi niezauważenie. Tak czy inaczej bardzo mnie cieszy fakt, że upragniona pora roku jest już tuż tuż!
W lutym - chociaż to miesiąc miłości - niewiele kosmetyków podbiło moje serce.
Pielęgnacja
Jak co zawsze o tej porze roku moja skóra zaczyna szaleć jeszcze bardziej niż zazwyczaj. Staje się bardzo sucha, szorstka i szara. Dlatego w tym miesiącu liczyły się dla mnie dwa kosmetyki:

Mixa Krem na suche strefy 40% gliceryny + mleka owsianego - najpierw pokochałam krem do rąk, a teraz ten krem-ratunek. Jest mocno wazelinowy, ale świetnie sprawdza się jako regeneracyjna maska na dłonie na noc najlepiej pod białe rękawiczki. Pięknie wygładza i łagodzi wysuszenia. Rewelacja.

Babydream fur mama Oliwka do ciała - kosmetyk wielozadaniowy. Przepięknie pachnie, nawilża i dobrze radzi sobie z moją suchą skórą. Po jej użyciu jest jędrniejsza, uspokojona i gładsza. Świetnie sprawdza się także do olejowania włosów i zabezpieczania końcówek po umyciu. Dla mnie bomba.
Makijaż
W tym względzie rządziły u mnie trzy produktu, a właściwie trzy nowości w lutym.

Pędzel Hakuro H50 - moja gąbka a'la beauty blender powoli żegna się z życiem, więc postnowiłam ją czymś zastąpić. Po zrobieniu researchu w internecie zdecydowałam się na hitowy pędzel Hakuro H50. I się nie zawiodłam! Używam go od ponad dwóch tygodni, ale już wiem, że go nikomu nie oddam. Bardzo dokładnie i szybko aplikuje podkład, nie zjada za dużo podkładu i zapewnia naturalny wygląd. Daje mocniejsze krycie niż gąbka i wydaje mi się, że makijaż zrobiony przy jego użyciu jest trwalszy. 

Maybelline The Rocket Volum Express - to była miłość od pierwszego użycia! Cudownie rozczesuje, pogrubia, wydłuża i lekko podkręca rzęsy. Będę na pewno do niego wracać.

Maybelline Gel Eyeliner - na razie jeszcze uczę się go używać, ale pokochałam go przede wszytkim za trwałość i bardzo intensywną, głeboką i nieblednącą w ciągu dnia czerń. 
Książka
Niestety w lutym przeczytałam tylko jedną książkę i tłumaczę sobie, że to tylko dlatego, bo miesiąc był krótszy. No ale nie ma co się oszukiwać - w marcu postaram się poprawić bo bardzo mi czytania brakuje. 
W minionym miesiącu przeczytałam drugi tom trylogii Igrzysk Śmierci: W pierścieniu ognia. Kolejna rewelacyjna książka tej autorki, gdybym miałam tylko czas, przeczytałabym ją jednym tchem, bo ciężko sie oderwać od niebiepiecznych przygód Katniss. Zaczęłam już czytać trzeci tom: Kosogłos.


A co Was zachwyciło w lutym?

niedziela, 1 marca 2015

2w1: co kryje lutowy ShinyBox oraz kilka słów na temat kosmetyków ze styczniowego pudełka

Luty to miesiąc zakochanych, zatem w pudełku ShinyBox Gift of Love można się było spodziewać zawartości związanej z randkowaniem, a przede wszystkim z walentynkową kolacją. Obstawiałam czerwoną pomadkę i olejek do kąpieli lub do masażu. 
A co tak naprawdę się w nim znalazło?
Nie znalazłam żadnego z typowanych przeze mnie kosmetyków, ale i tak jest dobrze.
W lutowym pudełeczku znalazło się pięć pełnowymiarowych kosmetyków i jedna miniaturka
Yasumi Express Shaker Mask z miękkim shakerem - w pudełku zaskoczyła mnie obecność plastkowego shakera, dopiero po chwili doczytałam na ulotce, że to komplet z maseczką z komórkami macierzystymi z jabłoni. Ciekawy pomysł, ale ja jakoś nie lubię się tak bawić. Ale zobaczymy jak się spisze na mojej ostatnio przesuszonej i poszarzałej cerze. Cena 20zł
FM Group Żel pod prysznic SPA Senses Vanilla - FM Group kojarzy mi się z perfumami, nie wiem czy to ta sama marka jednak żeli pod prysznic nigdy mało. Chętnie przetesuję, ty bardziej, że pachnie wanilią. Nie podoba mi się tylko forma zamykania buteleczki.  20zł
Biały Jeleń Hipolergiczne mydło Bio Omega - polubiłam się z micelem tej marki więc z miłą chęcią sprawdzę czy mydełko również przypadnie mi do gustu. Obiecująco brzmią: bio ekstrakty roślinne i bio oleje omega 3-6.  6,15zł
Syis Serum kolagenowe do paznokci - mam nadzieję, że podratuje moje suche skórki wokół paznokci. 35zł
Creme Bar Krem pod oczy Visage Parfait - ostatnio szukam dobrego kremu pod oczy (jak i korektora), zatem chętnie go spradzę. 69zł
Bania Agafii Maska do włosów drożdżowa - widzę, że ekipa Shiny jest na bieżąco i wie co w blogosferze  piszczy! Słynna maseczka drożdżowa Agafii gości od jakiegoś czasu w mojej łazience, ale nie mam jeszcze na jej temat wyrobionego zdania. Ale chętnie przygarnę drugi słoiczek. No i trzymam kciuki za wysyp baby hair 13zł
W pudełku znalazłam także dwie próbki maseł do ciała marki Farmona: Pinacolada i Cosmo.
W grudniowym pudełku ShinyBox rządziły dwa produkty Sylveco. Odbudowująy szamon pszeniczno-owsiany - bardzo ładnie myje i nawilża włosy, jednak zdarza mu się je delikatnie obciążać. Niemniej jednak pięknie je nabłyszcza i nie plącze włosów. Drugim kosmetykiem był Peeling oczyszczający ze skrzypem polnym. Świenty produkt! Dobrze wygłądza skórę nie podrażniając jej oraz pozostawiony jako maseczka pielęgnuję ją i wygładza. W pudełku znalazłam także serum Beautyface Oxygen. Nie zauważyłam jakiegoś spektakularnego działania. Niestety, używany przez kilka dni pod rząd lekko podrażniał moją cerę. Perełki rozświetlające Glazel całkiem fajnie spisywały się jako delikatny rozświetlacz. Nakładałam go także na całą twarz mieszając z pudrem sypkim - taki duet ładnie ożywiał zmęczoną cerę. Średnio sprawdził się na moich ustach Balsam odnawiający do ust Vedara z drobinkami złota. Ma dobry skład z olejkami naturalnymi, ale brakuje mu w składzie składnika nadającego bardziej kremową, albo mazista konsyctencję. Balsam po nałożeniu od razu znikał z ust, więc ciężko ocenić mi jego działanie.

A jak Wam podoba sie zawartość lutowego ShinyBoxa?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...